piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział czwarty

  Lilly
 Poranne spotkanie z Michaelem wytraciło mnie z równowagi i nie mogłam się skupić na wykładach . Przyłapałam się nawet na tym ,że na kartce z notesu , gdzie powinnam robić notatki , rysowałam jego podobiznę . Przestałam dopiero wtedy gdy dziewczyna obok trąciła mnie łokciem i wskazała na Profesora , który był coraz bliżej nas . Po wykładzie wyrwałam te stronę z zeszytu i gnąc w mała kuleczkę wyrzuciłam do kosza . Jak przetrwam cały rok akademicki skoro w pierwszym dniu go rysuje ? Co będę robić później ?Pisać do niego listy miłosne ? Głupia . Jeśli chce skończyć ten rok z dobrymi wynikami to powinnam jak najszybciej o nim zapomnieć . Schodziłam właśnie ze schodów , myśląc nad sposobem , który pomoże mi skuteczne wyrzucić Michaela z głowy gdy zahaczyłam obcasem o stopień schodu i runęłabym jak długa gdyby nie czyjeś ramiona , które obiły mnie w pasie powstrzymując przed spadnięciem .
- Może trochę ostrożniej pokrako – słyszę głos nad uchem i odskakuje od niego . Michael znowu mnie łapie , tym razem za ramię i podtrzymuje żebym znowu nie spadła . Gdy staje pewnie na schodku i jestem przekonana ,że nie grozi mi upadek z trzeciego piętra , odtrącam jego dłoń .Czy on musi pojawiać się wszędzie tam gdzie jestem ja ?- Jakbyś rozejrzał się trochę dalej niż na czubek swojego nosa to zobaczyłbyś ,że nie każdy jest taki idealny jak ty .- burczę . Poprawiam torbę na ramieniu i idę przed siebie . Stopy stawiam uważnie i wolniej niż wcześniej .- Nigdy nie uważałem ,że jesteś idealna . Zresztą nikt nie jest . – spoglądam na niego zaskoczona . Czy wielki Michael właśnie przyznał się do swojej niedoskonałości ?  O mój Boże trzeba to zapisać w kalendarzu . Albo jeszcze lepiej , podpisać z nim dokumenty , aby uwiecznił tę wiekopomną chwilę , która nigdy więcej się nie powtórzy .- Oczywiście oprócz mnie – dodaje po chwili a ja zaczynam się śmiać . Nie wiem nawet czemu . Czy to z powodu tego ,że jednak jest kompletnym debilem , czy może dlatego ,że jest w tym samym mieście co ja , albo śmieje się z siebie , bo zakochałam się w kimś kto nie ma pojęcia jaki jest żałosny . Wszystko jedno , ale śmieję się tak bardzo ,że już po kilku sekundach , bolą mnie policzki , robię się cała czerwona . Zginam się w pół , opieram o balustradę schodów i łapie za brzuch .
- Odbiło ci ? – słyszę jego głos przebijający się przez głośmy napad śmiechu .- Ja … ja … się … za …- próbuję z siebie wydusić a potem uświadamiam sobie co chciałam powiedzieć i od razu poważnieje .„ Ja się zakochałam w takim debilu jak ty „Czy mi już kompletnie odbiło? Chciałam się przyznać i to tylko dlatego ,że miałam serdeczne dość ciągłego udawania . Bo miałam . Całe życie udaję , tak jak ojciec udawał ,że jesteśmy przykładną rodziną , tak jak mama udawała ,że jest kochającą i przykładną rodzicielką . Udawałam tak jak oni . To powinno być naszym mottem rodzinnym „ Nigdy nie pokazuj co naprawdę czujesz „ A ja miałam tego dość , ale to nie znaczy ,że mam wyznać prawdę . Gdybym to zrobiła nie byłoby odwrotu , bo od prawdy nie ma drogi wstecz . Tylko od kłamstwa można się uwolnić ,ale od prawdy nigdy .Prostuje się i patrzę na niego . Stoi blisko mnie i nachla się tak żeby mieć lepszy widok na mnie . Gdyby nachylił się jeszcze trochę , mogłabym odchylić głowę i on by się przybliżył a ja …Potrząsam głową odpędzając nieznośnym obraz .Powinnam o nim zapomnieć . Tak jak postanowiłam zapomnieć o przeszłości , o tym co się działo przez te dwa lata . A on należał do przeszłości  .- Mam propozycję – zaczynam a on unosi brew . Próbuję nie zwracać uwagi na jego oczy  ,ale to bardzo trudne zwłaszcza gdy jest tak blisko .- Jaką ?- Jesteśmy milion kilometrów od domu , nie jesteśmy już w liceum tylko na studiach . Zapomniany ,że się znamy Michael i zacznijmy się zachowywać jak dorośli ludzie . – mówię spokojnie chociaż serce wali mi o żebra . To zasługa letniej praktyki jaką zafundowała mi moja rodzinka . Spokój na zewnątrz nawet gdy piekło w wewnątrzMichael szerzej otwiera oczy a ja zmuszam się do nieodwrócenia wzroku .- Jesteś tego pewna ? – pyta innym głosem . Nigdy nie słyszałam u niego takiego . Zawsze mówił z pretensją i złością .A teraz niepewność ?Michael Collins i niepewność ? Chyba koniec świata byłby bardziej prawdopodobny .- A co lubisz dręczyć mniejszych od siebie ? – zadzieram głowę chcąc pokazać mu ,że nie wstydzę się swoich wad , ale to nie prawda . Nadal nienawidzę swojej niskości . Wszystkim się wydaje ,że małe to słabe a ja chce im udowodnić ,że się mylą , że jestem silniejsza niżby chcieli .- Tak szczególnie taki jeden krasnal mi przypadł do gustu . Taki piegowaty , chyba wiesz o kogo mi chodzi – odchyla się do tyłu i wkłada ręce do kieszeni .Krzywię się na ten żart .Jest śmieszny , ale nie wiem jak się zachować . On nigdy przy mnie nie żartował .- A mnie się już znudziła ta zabawa .A teraz przepraszam , spóźnię  się przez pana na zajęcia . – mówię Mijam go i wychodzę na zewnątrz . Nie idzie za mną a ja czuje jednocześnie ulgę i rozczarowanie . Ulgę , bo nie musiałam więcej udawać ,że chce o nim zapomnieć i ,że jest mi obojętny , a traktuje go jak irytujące pięcioletnie dziecko . Rozczarowanie  , bo pragnęłam  usłyszeć od niego ,że on wcale nie chce o mnie zapomnieć , że tak naprawdę udawał ,że mnie nienawidzi i zakochał się we mnie .Och zamknij się – upominam się . Jak mogę myśleć o czymś takim ? Zachowuje się jak głupia nastolatka . Czas dorosnąć i zacząć zachowywać się jak osoba dorosła a nie jak małe dziecko . Szłam szybko , w ten sposób mogłam pokazać i wylądować swoją złość .Na zajęcia dotarłam pięć minut po ich rozpoczęciu . Gdy weszłam do sali, profesor nawet nie przerwał wykładu . Byłam mu za to wdzięczna . W tamtej chwili nie chciałam zwracać na siebie uwagi a dzięki temu ,że nadal kontynuował swój monolog , niewiele osób spostrzegło moje wejście . Było tylko jedno wolne miejsce , więc czym prędzej zajęłam je i rozłożyłam przed sobą notatki . Zaczęłam notować  to co mówił profesor.- Nie musisz słuchać , on i tak wszystkie swoje wykłady wysyła nam na naszą pocztę – ktoś szepcze mi do ucha .Chłopak siedzący obok mnie uśmiecha się pokazując urocze dołeczki w policzkach . Brązowe włosy kontrastują z czekoladowymi oczami .- Wole polegać na sobie – odszeptuje i odwzajemniam uśmiech .- Słusznie – kiwa głową a niesforne loki opadają mu na czoło . – Jestem Jack – przedstawia się i wyciąga dłoń pod ławką .- Lilly – podaje mu swoją a potem wracam do robienia notatek .- Już wiem do kogo mam zwracać się po materiały przed sesją – mówi po chwili . Nachyla się tak żebym słyszała jego szepty i aby nie musiał mówić głośniej , by nie przeszkadzać innym . Podoba mi się to . To znak ,że nie myśli tylko o sobie  a to zawsze idzie na plus . Nie tak jak Michael . Karce się za kolejna myśl o nim .-Przecież mówiłeś ,że profesor przesyła materiały – przypominam , nie przerywając pisania .- Tak , ale może się zdarzyć wypadek i nie będzie sieci a bez Internetu wiele nie zdziałasz – stwierdza. – A ty będziesz moją deska ratunku .Podnoszę na niego wzrok i unoszę brwi .- Skąd pewność ,że chce ci pomóc?Uśmiecha się zniewalająco –chciałabym żeby on tak się do mnie uśmiechał .Klnę za kolejną myśl o Michaelu . I to ma być zapominanie o nim ?! Przecież jest w każdej mojej myśli .- Wyglądasz na kogoś kto chce pomagać innym . Zwłaszcza takim tłumoka jak ja . – mruczy . Jest tak blisko ,że czuje jego zapach . Czuje zapach papierosów i wody po goleniu . Co po połączeniu daje nieziemski efekt .- Pozory mylą – odpowiadamNachyla się bliżej a jego oczy nabierają głębszego odcieniu . Są w kolorze gorzkiej czekolady , prawie czarne a gdyby nie byłby tak blisko , nie zobaczyłabym złotej plamki w lewym oku , ale widzę a ona nadaje mu jeszcze większego uroku .-Mama nadzieję ,że w tym przypadku tak nie jest – szepcze a ciepłe powietrze ogrzewa mi policzki .- A ja mam nadzieję ,że jednak trafi się okazja kiedy będziesz potrzebował mojej pomocy .To wydaje się być dobry pomysł . żeby pozbyć się Michaela z głowy ,muszę zając się kimś innym . Ale czy to jest to czego na prawdę chce ? Chciałam uniknąć miłości , nie samego Michaela . Miłości nie ma , to tylko bajeczka wymyślona przez ludzi , która daje nadzieje , że kiedyś , kiedy spotkamy swoją połowę będzie lepiej . Ale tak nie będzie . Jedynymi osobami , które mogą ulepszyć nasze życie jesteśmy my sami . A inny tylko przeszkadzają nam w tym co robimy . Jednak aby pozbyć się go z serca musiałam zastąpić go kimś innym . Innego sposobu nie było . A Jack był kimś kim mogłam się więcej niż  zainteresować .
A tego mi było trzeba . MichaelChciała o mnie zapomnieć . Czy to nie dobry znak ? Powinienem się z tego cieszyć . Przecież to może być szansa na nowy początek naszej znajomości . Moglibyśmy zacząć od początku , na nowej nie zapisanej jeszcze karcie . Ale Lilly miała na myśli całkiem inne zapominanie niż ja . Ona chce zapomnieć ,że się znamy , że w ogóle istnieję . Nie ma już ochoty , na ciągłe przepychanki ze mną . A kto by miał . Taka zabawa ciągnąca się przez siedem lat , każdemu by się znudziła .Coś musiało się stać . Nie miała ,mnie dość . Co stało się przez te dwa lata ,że ją tak zmieniło ? I jeszcze to ,że jej matka uciekła od jej ojca , bo ją bił ? Czy to znaczy ,że bil też Lilly ?Nie to niemożliwe . To burmistrz miasteczka . Najbardziej opanowany i zorganizowany człowiek jakiego w życiu spotkałem . A Lilly nigdy nie wyglądała na dziecko z patologicznej rodziny . Jednak nigdy tez nie opowiadała o swojej rodzinie .A może tego po prostu nie wiem . Przecież to oczywiste ,że nie będzie się zwierzać swojemu największemu wrogowi .Jednak gdy zobaczyłem ją jak idzie przez parking z jakimś chłopakiem , zapomniałem o tych myślach . Nie jest skrzywdzona ani nic . Gdyby było coś nie tak , nie chodziłaby z dumnie podniesioną głową , wyprostowana i pewna siebie . Nawet z daleka było widać ,że dobrze się bawi .
Nic jej nie jest . Chce o tobie zapomnieć , bo chce na spokojnie zacząć nowy rok , i poznać o wiele lepszych i milszych facetów niż ja . Zresztą ja jestem starym egzemplarzem , a nawet gdy byłem nowy , nie byłem wystarczająco dobry dla dziewczyny z wyższych sfer .Wsiadła do jego samochodu , siejąc się z czegoś głośno . Był melodyjny i delikatny , nie taki jak , wtedy na schodach , gdy mało  się nie udusiła . Ale nawet wtedy wyglądała uroczo .Odjeżdżają z piskiem opon a ja życzę im powiedzenia na drodze do zapomnienia .Jeśli jej tak dobrze idzie zapominanie , to i ja powinienem zacząć .Rozglądam się  i widzę dziewczynę na wysokich szpilkach w czarnych obcisłych spodniach i zielonej koszuli . Tamara była dobra kandydatka na tę noc . W łóżku była równie gorąca co na zewnątrz . Zawsze ubrana wyzywająco , w stosowny sposób. Biegnę w jej stronę i zatrzymuje przed nią zagradzając drogę.- Cześć słonko – witam się i uśmiecham się .Patrzy na mnie szarymi oczami . Pomalowane na czerwono usta , oblizuje delikatnie a to znak ,że zaczynam na nią działać . No nieźle , nie muszę jej nawet dotykać a ona sama się na mnie pcha .
- Część Collins . Masz do mnie jakiś interes ?Patrzę na jej piersi . Trzy guziki koszuli nie SA zapięte i odsłaniają duży biust , schowany za czarnym koronkowym staniku . O tak mam bardzo duży interes .- Zapraszam cie do mnie słonko – mrugam. Delikatny rumieniec wyskoczył na jej  policzki .- Nie wiem czy to dobry pomysł – waha się . Zawsze udają porządne ,ale w środku prawie żadna taka nie jest .
Zawsze ulegają .- Uwierz mi to bardzo dobry pomysł .Zaczynamy . Najlepszym sposobem na zapomnienie jest zapewnienie sobie przyjemności . 



Ta piosenka towarzyszyła mi przy pisaniu całego rozdziału . Myślę ,że po części to ona dała mi inspirację  i natchnienie do pisania całego opowiadania . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz