Rozdział
trzeci
Michael
Wszedłem
do mieszkania , w którym na podłodze walały się puszki po piwie i opakowania po
prezerwatywie , po wczorajszej imprezie . Nawet początek roku studenckiego
trzeba uczcić dobrą zabawą . Tylko po to by jakoś umilić sobie ten początek ,
nadciągającej nauki i rutyny . Nie to żebym jakoś specjalnie przykładał się do
nauki . Wystarczy zaliczyć . Ten przypadek sprowadza się do dwóch rzeczy . Do
nauki i do dziewczyn oczywiście .
-
Straty gdzie ty byłeś ?!- mój współlokator wrzeszczy schrypniętym głosem z
podłogi pod kanapą . Był tak nawalony ,że nie miał siły wwlec się na kanapę .
-
W sklepie – mruczę i stawiam przy nim butelkę wody mineralnej . Chociaż nie
wiem czy to mu w czymś pomoże . Jest tak pijany ,że nawet gdyby zrobić mu
płukanie żołądka , to nie wiele by dało .
-
Dzięki – od razu dorywa się do butyli i zaczyna pic łapczywie jakby przez co
najmniej tydzień leżał na pustyni bez kropli wody . Siadam na kanapie i patrzę jak pije . Gdy
kończy ociera usta ręka i beka głośno . Krzywie się z niesmakiem kiedy
nieczyste [powietrze leci w moja stronę .
-
Ale mnie suszy – jęczy i z powrotem
kładzie się na drewnianej podłodze .
-
To po co tyle piłeś ? pytam chociaż to bez sensu , bo ja wcale nie byłem lepszy
. Mam po prostu mocniejszą głowę .
-
Bo była impreza ? bełgocze z twarzą przyciśniętą do drewna .
-
Zgadnij co mi się przydarzyło – zaczynam . Kładę głowę na poduszce na
wspomnienie , niefortunnego spotkania z Lilly .
-Zaskocz
mnie .
-
Spotkałem Lilly – przyznaję
-
Jaką ?
-
Tę gorącą Lilly ? – sugeruję – największa
laska w liceum ? – wspominam
Jordan
podnosi głowę i patrzy na mnie zdziwiony co świadczy ,że zrozumiał o kogo mi
chodzi . Chciał nie jestem pewien czy ją można pomylić z kimś innym . Jest
tylko jedna Lilly , seksowna Lilly , która ze swoimi niskim wzrostem jest
jeszcze bardziej pociągająca . Większość
niskich dziewczyn wygląda jak niewyrośnięte dziewczynki ,ale nie ona . Jej to
dodaje tylko uroku . Zwłaszcza gdy zakłada ciemne ubrania , które podkreślają
błękit jej oczu , który przypomina niewzburzony ocean .
-
Żarty sobie robisz ? Gorąca Lilly ? – pyta .
Kiwam
głowa czując jak żołądek ściska mi się dziwnie boleśnie na myśl o tym w jakich
okolicznościach ja spotkałem i co by się stało gdybym nie nacisnął tego
cholernego hamulca .
-
Gdzie , i jak rozmawialiście , nadal jest taka seksowna i nadal cie nienawidzi
? – strzela pytaniami jak z karabin , nie przerywając nawet by złapać oddech .
Zanim
odpowiadam wzdycham ciężko .
-
Na ulicy , tak , tak i tak .
-
O dzięki za rozwiniecie – parska . Podnosi się i siada koło mnie . – Opowiedz
mi jak się spotkaliście człowieku , tez chętnie posłucham co u naszej seksownej
dziewczynki . – zaciskam zęby żeby nie
powiedzieć mu żeby nie nazywał tak Lilly
. Wtedy zacząłby coś podejrzewać .
-
Idiotka wpadła mi pod samochód , bo prawie przejechałem jej głupiego kundla a
ona chciała go uratować . – mówię spokojnie chociaż w środku cały się spinam .
-
Potrąciłeś jej psa ?!- krzyknął nagle rozbudzani . Stanął nade mną i spojrzał
jak na jakiegoś diabła wcielonego .
-
Prawie – tłumaczę .
-
Czy ty całkiem ocipiałeś ?! – stoi nade mną jak kat . Zaczynam się denerwować .
O co mu chodzi . Przecież ten pies sam wepchał mi się pod koła .
-
Sam tam wskoczył ! – odkrzyknąłem .
Patrzy
na mnie jak na skończonego idiotę a potem kręci głową zrezygnowany .
-
Ty chyba nic nie rozumiesz – mówi i siada z powrotem na kanapie .
-
Czego niby nie rozumiem ? – warczę.
-
Nie słyszałeś plotek ? - pyta jakby
chciał się upewnić czy na pewno nie wiem o co mu chodzi .
-
Nie jestem baba , plotek nie słucham. – stwierdzam i posyłam mu groźne
spojrzenie .
Wzdycha
ciężko i odwzajemnia moje spojrzenie .
-
Jej matka uciekła z domu , bo jej ojciec ja bił a pies był prezentem od matki
na dziesiąte urodziny . – oświadcza a ja patrzę na niego jakby wyrosła mu druga
Glowa .
Nie
miałem pojęcia . Nie miałem pojęcia – powtarzam sobie jakby to miało być dla
mnie usprawiedliwienie .
Lilly
- Otwiera te drzwi – słyszę jego krzyk a porem
walenie o drewno . drzwi , o które się opieram zaczynają się trząść więc wiem
,że uderza o nie całym swoim calem .
- Otwórz bo je wywarze – grozi a ja jestem pewna ,że
jeśli nie spełnię jego prośby spełnij swoją
groźbę a tego nie chce . Gdyby
wywarzył drzwi , nie wstawił by ich z powrotem a wtedy miałby swobodne wiejcie
do mojego pokoju . Muszę mu otworzyć , chociaż to co się po tym stanie jest
czymś co wiem co znam ,ale nie znaczy ,że jest dobre. Znam to bo robił to od
tak dawna , od kiedy mama uciekła i zostawiła
mnie na pastwę tego potwora . Podnoszę się z kucki i walcząc ze łzami
naciskam klamkę i wpuszczam go do środka .
-Grzeczna dziewczynka – głaszcze mnie po policzku a
ja wzdrygam się od jego dotyku .
Zza ściany wychodź jakiś mężczyzna a mnie serce staje z przerażenia . Próbuje
się wyrwać ,ale on łapie mnie za włosy i uderza głową o ścianę . Silny ból
rozchodzi się po czaszce . Krzyczę .
- Bądź grzeczna , albo zaboli bardziej – syczy mi do
ucha .
Budzę
się zalana potem , z twarzą przyciśnięta do poduszki .
To
tylko sen – upominam siebie . Serce wali mi tak mocno ,że czuję jego pulsowanie
w palcach u stup . To tylko sen a jednak to wydarzyło się naprawdę i to całkiem
niedawno . To było pierwszy raz gdy przyprowadził ze sobą kogoś jeszcze . A po tym zdarzało się
to coraz częściej . Cama staje mi nad głową i taca mnie nosem . Jakby wyczuwała
,że miałam zły koszmar . Zawsze wyczuwała gdy było ze mną źle , znała mnie
lepiej niż ktokolwiek inny .
Lepiej
nawet niż moje najlepsze przyjaciółki . Caroline i Jasmin . Na ich wspomnienie
ściska mi się serce . Zostawiłam je
nawet nie mówiąc gdzie znikam . Wyjechałam bez wyjaśnień , bez pożegnania .
Zupełnie jak mama . Odpycha od siebie te myśl . Nie jestem jak ona . Ja nie
zostawiłam nikogo z potworem myśląc tylko o swoim bezpieczeństwie .
Podnoszę
się i przytulam do Camy . Liże mnie po twarzy a ja całuje ja w czarny nosek .
-
Powinnam się zbierać – mówię – musisz dziś zostać sama w domu . – patrzy na
mnie błagalnym wzrokiem , jakby prosząc bym wzięła ja ze sobą .
Kręcę
głową .
-
Wybacz ,ale nie wpuszczą cie ze mną na uczelnie .
Wstaję
i podchodzę do dużej szafy z lustrem i wyciągam wcześniej zamówione ubrania .
Wybieram ciemno brązową sukienkę i czarny sweterek z ciekami zamiast guzików .
Chciałam związać włosy w koka ,ale zapomniałam ,że są teraz za krótkie , więc
zostawiłam je rozpuszczone . Nie robiła makijażu , bo w moim przypadku
wyglądałam gorzej niż gdy była bez
niego . Gdy próbowałam zakryć piegi pudrem czy podkładem , zaczynały wyglądać
jak czarne kopki zrobione markierem i świecące się w ciemność .
Okropieństwo
.
Złapałam
torbę z notesami i szkicownikiem i poszłam do drzwi . Cama pobiegła za mną chcą
pójść ze mną ,ale zanim zdążyła wyjść , zamknęłam drzwi i przekręciłam klucze w zamku . Zbiegłam ze
schodów i wpadłam na Katniss . Siedziała na schodach zawiązując czarne długie ,
sięgające do kolan buty . Spojrzała na mnie ostro ,ale gdy zorientowała się ,że to ja uśmiechnęła się szeroko
.Brązowe oczy były pomalowane tak samo jak wczoraj ,ale dzisiaj makijaż
dopełniła czerwona szminką .
-
Cześć – przywitała się . Schyliła się jeszcze na chwile a potem stała i
spojrzał a na mnie lustrując od góry do dołu .
-
Ładny sweterek – pochwaliła .
-
Dziękuje . Fajne buty - mówię
zgodnie z prawdą . Jej buty były całkiem inne od moich , jasnych na
wysokim obcasie ,ale i tak były ładne . Gdyby nie to ,że były pewnie cholernie
ciężkie , to założyłabym je .
-
Kupiłam w necie . Opłaciło się są
zajebiste – przyznaje nie skromnie .
-
Właśnie o tym mówiłam .
-
Idziesz na zajęcia ? – pyta wskazując na moja torbę .
-
Tak a ty ?
-
Ja też , więc wskakuj do samochodu pojedziemy razem . – prowadzi mnie do
czerwonego , małego samochodu i wsiadamy . Mimo ,ze jest ciasno i w środku
trochę śmierdzi , zazdroszczę jej własnego samochodu . Sama chciałabym mieć
jakiś ,ale nie dość ,że mnie nie stać to jeszcze nie mam prawa jazdy . Tata
powiedział ,ze nie jest mi potrzebe , bo może mnie wszedzie zawozić . Mysle ,że
bał się ,że jeśli będę mogla prowadzić , uciekne od niego , alebo będę jeżdzic
na zabawy i zadawac się z innymi chłopakami . Jakbym maiała na to ochotę .
-
Słyszałam ,że wlazłaś wczoraj Collinsowi pod samochód – wyrywa mnie z
zamyślenia . Patrzę na nią zdziwiona a ona śmieje się widząc moja minę .
-
Wieść szybko się rozchodzą – dodaje nadal się śmiejąc .
-
Nie wlazłam mu pod samochód . Tylko ten debil nie umie jeździć .- mówię
otrząsając się z szoku . Skąd ktoś mógł wiedzieć ,że to mnie Michael prawie
potrącił . Katniss nie wydaje się tez być zdziwiona tym ,ze znam Michaela .
Patrzę na nią podejrzliwie .
-
Oj dobra przyznaje się bez bicia – zaczyna ugięta pod moim spojrzeniem . –
Jestem dziewczyna jego najlepszego kumpla – przyznaje a ja myślę ,że już gorzej
nie mogłam trafić .
Michael
Razem
z Jordanem i paroma innymi chłopakami czekaliśmy przed budynkiem uczelni na
dziewczynę Jordana . Wczoraj wieczorem zadzwoniła do niego a on jak baba
opowiedział jej to co wcześniej powiedziałem mu ja . Chciałem mu przywalić ,ale
nie chciałem mieć do czynienia z jego dziewczyną Była straszna . Jak bohaterka
jakiegoś horroru .Nie to żebym bale się horrorów a tym bardziej nie boje się
jakiejś dziewczyny . Tyle ,że w jej ubiorze , czyli czarnych bluzkach lub
sukienkach i ciemnym makijażu gdzie jej oczy wyglądały jak czarne dziury , było
cos niepokojącego . Mimo tego była niezłą laską i gdyby nie była dziewczyna
mojego kumpla , zabrałbym się za nią , ale tak na jedną noc .
Po
kilku minutach wjechała czerwoną hondą na teren uczelni i zaparkowała obok
mojego czarnego porsche . Z samochodu
wyszła nie tylko ona ,ale i Lilly . Zamrugałem dwa razy żeby sprawdzić czy nic
mi się nie przewidziało ,ale nie . Obie szyły w nasza stronę . Dzisiaj Lilly
miała obcasy ,ale nadal była niska i drobna . W zielonej sukience ,
odsłaniającej jej szczupłe nogi wyglądała pociągająco i nie było to tylko moje
zdanie . Dwóch kolesi stojących z nami gwizdnęło na jej widok . Zacisnąłem zęby
powstrzymując się od opieprzenia ich za patrzenie się na nią , ale co mogłem
zrobić . Przecież nie była moja dziewczyną , nie byliśmy nawet
przyjaciółmi . Jesteśmy wrogami i musze
o tym pamiętać .
Dziewczyny
stanęły przy nas . Katniss przytuliła się mocno do Jordana a Lilly patrzyła na
mnie ognistymi oczami .
-Cześć jestem Peter – wysoki chłopak podszedł
do niej i podał jej dłoń .
-
Lilly – wyciągnęła dłoń . – Miło mi cie poznać – uśmiecha się zalotnie a mnie
krew zalewa . Do mnie nie uśmiechnęła się nigdy . Nawet delikatnie . Bo cie
nienawidzi głupku – przypominam sobie .
Nie
mogę jednak patrzeć jak ten debil się do niej przystawia , więc podchodzę do
nich odpychając lekko Petera .
-
Cześć Lilly – mruczę .
Podnosi
na mnie wzrok . W ciągu jednej sekundy jej twarz z miłego i zalotnego wyrazu
zamienia się w niechęć .
-
Collins – nawet nie trudzi się by powiedzieć moje imię .
-
Znacie się ?- pyta Peter a ja mam ochotę mu przywalić . Po jasną cholerę się
pyta ? Powinien się stąd wynosić i iść zarywać
do innych dziewczyn .
-
Tak
-
Nie – odpowiadamy jednocześnie . Patrzę
na nią zdziwiony . Czy ma zamiar się do mnie nie przyznawać ?
-
To znaczy tak ,ale to nie była bliska znajomość . Chodziliśmy do tego samego
liceum . Nie znamy się zbyt dobrze . – tłumaczy i znowu przenosi wzrok na
Petera .
Albo
mi się wydaje , albo zgłupiałem ,ale mógłbym przysiądź ,że w jej głosie
słyszałem nutkę żalu i smutku . Przesłyszało mi się na pewno . A nawet jeśli
nie to żal dotyczył tego ,że w ogóle się znamy i musi się do tego przyznać .
-
to dobrze – szczerzy się . – Daj pomogę ci nieść – wyciąga rękę i zdejmuje pasek
torby z jej ramienia , ale zanim zdarzy to zrobić ona odtrąca jego dłoń i
poprawia torbę.
-Dziękuje
,ale dam sobie radę – mówi spokojnie ,ale widać ,że ten drobny ruch z jego
stronnie podobał się jej .
Nie
mogę powstrzymać triumfalnego uśmiechu . Dobrze jest wiedzieć ,że nie tylko
mnie odtrąca .
-Katniss
– mówi do dziewczyny wtulonej w Jordana jak w ogromnego miśka . Prawie na niego
włazi . – Ja idę na zajęcia – oświadcza . Odwraca się i rusza do budynku za
nami .
Gdy
jest już na schodach obraca się i krzyczy .
-
Jeszcze raz dziękuje za podwiezienie . – a potem biegnie na górę i znika za
szerokimi drzwiami .
-
Fajna ta nowa – mruczy Peter
Patrzę
na niego miotając wzrokiem pioruny . Mam nadzieje ,że jeden go trafił .
-
No co ? –pyta widząc moje gniewne spojrzenie .
Zaciskam
pieści wciskam je do kieszeni spodni. Wzruszam ramionami .
-
Nic . Jest niezła ,ale za niska . Jak dziecko .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz