piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział czwarty

  Lilly
 Poranne spotkanie z Michaelem wytraciło mnie z równowagi i nie mogłam się skupić na wykładach . Przyłapałam się nawet na tym ,że na kartce z notesu , gdzie powinnam robić notatki , rysowałam jego podobiznę . Przestałam dopiero wtedy gdy dziewczyna obok trąciła mnie łokciem i wskazała na Profesora , który był coraz bliżej nas . Po wykładzie wyrwałam te stronę z zeszytu i gnąc w mała kuleczkę wyrzuciłam do kosza . Jak przetrwam cały rok akademicki skoro w pierwszym dniu go rysuje ? Co będę robić później ?Pisać do niego listy miłosne ? Głupia . Jeśli chce skończyć ten rok z dobrymi wynikami to powinnam jak najszybciej o nim zapomnieć . Schodziłam właśnie ze schodów , myśląc nad sposobem , który pomoże mi skuteczne wyrzucić Michaela z głowy gdy zahaczyłam obcasem o stopień schodu i runęłabym jak długa gdyby nie czyjeś ramiona , które obiły mnie w pasie powstrzymując przed spadnięciem .
- Może trochę ostrożniej pokrako – słyszę głos nad uchem i odskakuje od niego . Michael znowu mnie łapie , tym razem za ramię i podtrzymuje żebym znowu nie spadła . Gdy staje pewnie na schodku i jestem przekonana ,że nie grozi mi upadek z trzeciego piętra , odtrącam jego dłoń .Czy on musi pojawiać się wszędzie tam gdzie jestem ja ?- Jakbyś rozejrzał się trochę dalej niż na czubek swojego nosa to zobaczyłbyś ,że nie każdy jest taki idealny jak ty .- burczę . Poprawiam torbę na ramieniu i idę przed siebie . Stopy stawiam uważnie i wolniej niż wcześniej .- Nigdy nie uważałem ,że jesteś idealna . Zresztą nikt nie jest . – spoglądam na niego zaskoczona . Czy wielki Michael właśnie przyznał się do swojej niedoskonałości ?  O mój Boże trzeba to zapisać w kalendarzu . Albo jeszcze lepiej , podpisać z nim dokumenty , aby uwiecznił tę wiekopomną chwilę , która nigdy więcej się nie powtórzy .- Oczywiście oprócz mnie – dodaje po chwili a ja zaczynam się śmiać . Nie wiem nawet czemu . Czy to z powodu tego ,że jednak jest kompletnym debilem , czy może dlatego ,że jest w tym samym mieście co ja , albo śmieje się z siebie , bo zakochałam się w kimś kto nie ma pojęcia jaki jest żałosny . Wszystko jedno , ale śmieję się tak bardzo ,że już po kilku sekundach , bolą mnie policzki , robię się cała czerwona . Zginam się w pół , opieram o balustradę schodów i łapie za brzuch .
- Odbiło ci ? – słyszę jego głos przebijający się przez głośmy napad śmiechu .- Ja … ja … się … za …- próbuję z siebie wydusić a potem uświadamiam sobie co chciałam powiedzieć i od razu poważnieje .„ Ja się zakochałam w takim debilu jak ty „Czy mi już kompletnie odbiło? Chciałam się przyznać i to tylko dlatego ,że miałam serdeczne dość ciągłego udawania . Bo miałam . Całe życie udaję , tak jak ojciec udawał ,że jesteśmy przykładną rodziną , tak jak mama udawała ,że jest kochającą i przykładną rodzicielką . Udawałam tak jak oni . To powinno być naszym mottem rodzinnym „ Nigdy nie pokazuj co naprawdę czujesz „ A ja miałam tego dość , ale to nie znaczy ,że mam wyznać prawdę . Gdybym to zrobiła nie byłoby odwrotu , bo od prawdy nie ma drogi wstecz . Tylko od kłamstwa można się uwolnić ,ale od prawdy nigdy .Prostuje się i patrzę na niego . Stoi blisko mnie i nachla się tak żeby mieć lepszy widok na mnie . Gdyby nachylił się jeszcze trochę , mogłabym odchylić głowę i on by się przybliżył a ja …Potrząsam głową odpędzając nieznośnym obraz .Powinnam o nim zapomnieć . Tak jak postanowiłam zapomnieć o przeszłości , o tym co się działo przez te dwa lata . A on należał do przeszłości  .- Mam propozycję – zaczynam a on unosi brew . Próbuję nie zwracać uwagi na jego oczy  ,ale to bardzo trudne zwłaszcza gdy jest tak blisko .- Jaką ?- Jesteśmy milion kilometrów od domu , nie jesteśmy już w liceum tylko na studiach . Zapomniany ,że się znamy Michael i zacznijmy się zachowywać jak dorośli ludzie . – mówię spokojnie chociaż serce wali mi o żebra . To zasługa letniej praktyki jaką zafundowała mi moja rodzinka . Spokój na zewnątrz nawet gdy piekło w wewnątrzMichael szerzej otwiera oczy a ja zmuszam się do nieodwrócenia wzroku .- Jesteś tego pewna ? – pyta innym głosem . Nigdy nie słyszałam u niego takiego . Zawsze mówił z pretensją i złością .A teraz niepewność ?Michael Collins i niepewność ? Chyba koniec świata byłby bardziej prawdopodobny .- A co lubisz dręczyć mniejszych od siebie ? – zadzieram głowę chcąc pokazać mu ,że nie wstydzę się swoich wad , ale to nie prawda . Nadal nienawidzę swojej niskości . Wszystkim się wydaje ,że małe to słabe a ja chce im udowodnić ,że się mylą , że jestem silniejsza niżby chcieli .- Tak szczególnie taki jeden krasnal mi przypadł do gustu . Taki piegowaty , chyba wiesz o kogo mi chodzi – odchyla się do tyłu i wkłada ręce do kieszeni .Krzywię się na ten żart .Jest śmieszny , ale nie wiem jak się zachować . On nigdy przy mnie nie żartował .- A mnie się już znudziła ta zabawa .A teraz przepraszam , spóźnię  się przez pana na zajęcia . – mówię Mijam go i wychodzę na zewnątrz . Nie idzie za mną a ja czuje jednocześnie ulgę i rozczarowanie . Ulgę , bo nie musiałam więcej udawać ,że chce o nim zapomnieć i ,że jest mi obojętny , a traktuje go jak irytujące pięcioletnie dziecko . Rozczarowanie  , bo pragnęłam  usłyszeć od niego ,że on wcale nie chce o mnie zapomnieć , że tak naprawdę udawał ,że mnie nienawidzi i zakochał się we mnie .Och zamknij się – upominam się . Jak mogę myśleć o czymś takim ? Zachowuje się jak głupia nastolatka . Czas dorosnąć i zacząć zachowywać się jak osoba dorosła a nie jak małe dziecko . Szłam szybko , w ten sposób mogłam pokazać i wylądować swoją złość .Na zajęcia dotarłam pięć minut po ich rozpoczęciu . Gdy weszłam do sali, profesor nawet nie przerwał wykładu . Byłam mu za to wdzięczna . W tamtej chwili nie chciałam zwracać na siebie uwagi a dzięki temu ,że nadal kontynuował swój monolog , niewiele osób spostrzegło moje wejście . Było tylko jedno wolne miejsce , więc czym prędzej zajęłam je i rozłożyłam przed sobą notatki . Zaczęłam notować  to co mówił profesor.- Nie musisz słuchać , on i tak wszystkie swoje wykłady wysyła nam na naszą pocztę – ktoś szepcze mi do ucha .Chłopak siedzący obok mnie uśmiecha się pokazując urocze dołeczki w policzkach . Brązowe włosy kontrastują z czekoladowymi oczami .- Wole polegać na sobie – odszeptuje i odwzajemniam uśmiech .- Słusznie – kiwa głową a niesforne loki opadają mu na czoło . – Jestem Jack – przedstawia się i wyciąga dłoń pod ławką .- Lilly – podaje mu swoją a potem wracam do robienia notatek .- Już wiem do kogo mam zwracać się po materiały przed sesją – mówi po chwili . Nachyla się tak żebym słyszała jego szepty i aby nie musiał mówić głośniej , by nie przeszkadzać innym . Podoba mi się to . To znak ,że nie myśli tylko o sobie  a to zawsze idzie na plus . Nie tak jak Michael . Karce się za kolejna myśl o nim .-Przecież mówiłeś ,że profesor przesyła materiały – przypominam , nie przerywając pisania .- Tak , ale może się zdarzyć wypadek i nie będzie sieci a bez Internetu wiele nie zdziałasz – stwierdza. – A ty będziesz moją deska ratunku .Podnoszę na niego wzrok i unoszę brwi .- Skąd pewność ,że chce ci pomóc?Uśmiecha się zniewalająco –chciałabym żeby on tak się do mnie uśmiechał .Klnę za kolejną myśl o Michaelu . I to ma być zapominanie o nim ?! Przecież jest w każdej mojej myśli .- Wyglądasz na kogoś kto chce pomagać innym . Zwłaszcza takim tłumoka jak ja . – mruczy . Jest tak blisko ,że czuje jego zapach . Czuje zapach papierosów i wody po goleniu . Co po połączeniu daje nieziemski efekt .- Pozory mylą – odpowiadamNachyla się bliżej a jego oczy nabierają głębszego odcieniu . Są w kolorze gorzkiej czekolady , prawie czarne a gdyby nie byłby tak blisko , nie zobaczyłabym złotej plamki w lewym oku , ale widzę a ona nadaje mu jeszcze większego uroku .-Mama nadzieję ,że w tym przypadku tak nie jest – szepcze a ciepłe powietrze ogrzewa mi policzki .- A ja mam nadzieję ,że jednak trafi się okazja kiedy będziesz potrzebował mojej pomocy .To wydaje się być dobry pomysł . żeby pozbyć się Michaela z głowy ,muszę zając się kimś innym . Ale czy to jest to czego na prawdę chce ? Chciałam uniknąć miłości , nie samego Michaela . Miłości nie ma , to tylko bajeczka wymyślona przez ludzi , która daje nadzieje , że kiedyś , kiedy spotkamy swoją połowę będzie lepiej . Ale tak nie będzie . Jedynymi osobami , które mogą ulepszyć nasze życie jesteśmy my sami . A inny tylko przeszkadzają nam w tym co robimy . Jednak aby pozbyć się go z serca musiałam zastąpić go kimś innym . Innego sposobu nie było . A Jack był kimś kim mogłam się więcej niż  zainteresować .
A tego mi było trzeba . MichaelChciała o mnie zapomnieć . Czy to nie dobry znak ? Powinienem się z tego cieszyć . Przecież to może być szansa na nowy początek naszej znajomości . Moglibyśmy zacząć od początku , na nowej nie zapisanej jeszcze karcie . Ale Lilly miała na myśli całkiem inne zapominanie niż ja . Ona chce zapomnieć ,że się znamy , że w ogóle istnieję . Nie ma już ochoty , na ciągłe przepychanki ze mną . A kto by miał . Taka zabawa ciągnąca się przez siedem lat , każdemu by się znudziła .Coś musiało się stać . Nie miała ,mnie dość . Co stało się przez te dwa lata ,że ją tak zmieniło ? I jeszcze to ,że jej matka uciekła od jej ojca , bo ją bił ? Czy to znaczy ,że bil też Lilly ?Nie to niemożliwe . To burmistrz miasteczka . Najbardziej opanowany i zorganizowany człowiek jakiego w życiu spotkałem . A Lilly nigdy nie wyglądała na dziecko z patologicznej rodziny . Jednak nigdy tez nie opowiadała o swojej rodzinie .A może tego po prostu nie wiem . Przecież to oczywiste ,że nie będzie się zwierzać swojemu największemu wrogowi .Jednak gdy zobaczyłem ją jak idzie przez parking z jakimś chłopakiem , zapomniałem o tych myślach . Nie jest skrzywdzona ani nic . Gdyby było coś nie tak , nie chodziłaby z dumnie podniesioną głową , wyprostowana i pewna siebie . Nawet z daleka było widać ,że dobrze się bawi .
Nic jej nie jest . Chce o tobie zapomnieć , bo chce na spokojnie zacząć nowy rok , i poznać o wiele lepszych i milszych facetów niż ja . Zresztą ja jestem starym egzemplarzem , a nawet gdy byłem nowy , nie byłem wystarczająco dobry dla dziewczyny z wyższych sfer .Wsiadła do jego samochodu , siejąc się z czegoś głośno . Był melodyjny i delikatny , nie taki jak , wtedy na schodach , gdy mało  się nie udusiła . Ale nawet wtedy wyglądała uroczo .Odjeżdżają z piskiem opon a ja życzę im powiedzenia na drodze do zapomnienia .Jeśli jej tak dobrze idzie zapominanie , to i ja powinienem zacząć .Rozglądam się  i widzę dziewczynę na wysokich szpilkach w czarnych obcisłych spodniach i zielonej koszuli . Tamara była dobra kandydatka na tę noc . W łóżku była równie gorąca co na zewnątrz . Zawsze ubrana wyzywająco , w stosowny sposób. Biegnę w jej stronę i zatrzymuje przed nią zagradzając drogę.- Cześć słonko – witam się i uśmiecham się .Patrzy na mnie szarymi oczami . Pomalowane na czerwono usta , oblizuje delikatnie a to znak ,że zaczynam na nią działać . No nieźle , nie muszę jej nawet dotykać a ona sama się na mnie pcha .
- Część Collins . Masz do mnie jakiś interes ?Patrzę na jej piersi . Trzy guziki koszuli nie SA zapięte i odsłaniają duży biust , schowany za czarnym koronkowym staniku . O tak mam bardzo duży interes .- Zapraszam cie do mnie słonko – mrugam. Delikatny rumieniec wyskoczył na jej  policzki .- Nie wiem czy to dobry pomysł – waha się . Zawsze udają porządne ,ale w środku prawie żadna taka nie jest .
Zawsze ulegają .- Uwierz mi to bardzo dobry pomysł .Zaczynamy . Najlepszym sposobem na zapomnienie jest zapewnienie sobie przyjemności . 



Ta piosenka towarzyszyła mi przy pisaniu całego rozdziału . Myślę ,że po części to ona dała mi inspirację  i natchnienie do pisania całego opowiadania . 

czwartek, 24 kwietnia 2014

Rozdział trzeci

Michael
Wszedłem do mieszkania , w którym na podłodze walały się puszki po piwie i opakowania po prezerwatywie , po wczorajszej imprezie . Nawet początek roku studenckiego trzeba uczcić dobrą zabawą . Tylko po to by jakoś umilić sobie ten początek , nadciągającej nauki i rutyny . Nie to żebym jakoś specjalnie przykładał się do nauki . Wystarczy zaliczyć . Ten przypadek sprowadza się do dwóch rzeczy . Do nauki i do dziewczyn oczywiście .
- Straty gdzie ty byłeś ?!- mój współlokator wrzeszczy schrypniętym głosem z podłogi pod kanapą . Był tak nawalony ,że nie miał siły wwlec się na kanapę .
- W sklepie – mruczę i stawiam przy nim butelkę wody mineralnej . Chociaż nie wiem czy to mu w czymś pomoże . Jest tak pijany ,że nawet gdyby zrobić mu płukanie żołądka , to nie wiele by dało .
- Dzięki – od razu dorywa się do butyli i zaczyna pic łapczywie jakby przez co najmniej tydzień leżał na pustyni bez kropli wody .  Siadam na kanapie i patrzę jak pije . Gdy kończy ociera usta ręka i beka głośno . Krzywie się z niesmakiem kiedy nieczyste [powietrze leci w moja stronę .
- Ale mnie suszy – jęczy i  z powrotem kładzie się na drewnianej podłodze .
- To po co tyle piłeś ? pytam chociaż to bez sensu , bo ja wcale nie byłem lepszy . Mam po prostu mocniejszą  głowę .
- Bo była impreza ? bełgocze z twarzą przyciśniętą  do drewna .
- Zgadnij co mi się przydarzyło – zaczynam . Kładę głowę na poduszce na wspomnienie , niefortunnego spotkania z Lilly .
-Zaskocz mnie .
- Spotkałem Lilly – przyznaję
- Jaką ?
- Tę gorącą Lilly ? – sugeruję – największa  laska w liceum ? – wspominam
Jordan podnosi głowę i patrzy na mnie zdziwiony co świadczy ,że zrozumiał o kogo mi chodzi . Chciał nie jestem pewien czy ją można pomylić z kimś innym . Jest tylko jedna Lilly , seksowna Lilly , która ze swoimi niskim wzrostem jest jeszcze bardziej  pociągająca . Większość niskich dziewczyn wygląda jak niewyrośnięte dziewczynki ,ale nie ona . Jej to dodaje tylko uroku . Zwłaszcza gdy zakłada ciemne ubrania , które podkreślają błękit jej oczu , który przypomina niewzburzony ocean .
- Żarty sobie robisz ? Gorąca Lilly ? – pyta .
Kiwam głowa czując jak żołądek ściska mi się dziwnie boleśnie na myśl o tym w jakich okolicznościach ja spotkałem i co by się stało gdybym nie nacisnął tego cholernego hamulca .
- Gdzie , i jak rozmawialiście , nadal jest taka seksowna i nadal cie nienawidzi ? – strzela pytaniami jak z karabin , nie przerywając nawet by złapać oddech .
Zanim odpowiadam wzdycham ciężko . 
- Na ulicy , tak , tak i tak .
- O dzięki za rozwiniecie – parska . Podnosi się i siada koło mnie . – Opowiedz mi jak się spotkaliście człowieku , tez chętnie posłucham co u naszej seksownej dziewczynki . – zaciskam zęby żeby nie  powiedzieć mu żeby nie nazywał tak Lilly  . Wtedy zacząłby coś podejrzewać .
- Idiotka wpadła mi pod samochód , bo prawie przejechałem jej głupiego kundla a ona chciała go uratować . – mówię spokojnie chociaż w środku cały się spinam .
- Potrąciłeś jej psa ?!- krzyknął nagle rozbudzani . Stanął nade mną i spojrzał jak na jakiegoś diabła wcielonego .
- Prawie – tłumaczę .
- Czy ty całkiem ocipiałeś ?! – stoi nade mną jak kat . Zaczynam się denerwować . O co mu chodzi . Przecież ten pies sam wepchał mi się pod koła .
- Sam tam wskoczył ! – odkrzyknąłem .
Patrzy na mnie jak na skończonego idiotę a potem kręci głową zrezygnowany .
- Ty chyba nic nie rozumiesz – mówi i siada z powrotem na kanapie .
- Czego niby nie rozumiem ? – warczę.
- Nie słyszałeś plotek ?  - pyta jakby chciał się upewnić czy na pewno nie wiem o co mu chodzi .
- Nie jestem baba , plotek nie słucham. – stwierdzam i posyłam mu groźne spojrzenie . 
Wzdycha ciężko i odwzajemnia moje spojrzenie .
- Jej matka uciekła z domu , bo jej ojciec ja bił a pies był prezentem od matki na dziesiąte urodziny . – oświadcza a ja patrzę na niego jakby wyrosła mu druga Glowa .
Nie miałem pojęcia . Nie miałem pojęcia – powtarzam sobie jakby to miało być dla mnie usprawiedliwienie .

Lilly
- Otwiera te drzwi – słyszę jego krzyk a porem walenie o drewno . drzwi , o które się opieram zaczynają się trząść więc wiem ,że uderza o nie całym swoim calem .
- Otwórz bo je wywarze – grozi a ja jestem pewna ,że jeśli nie spełnię jego prośby spełnij swoją  groźbę  a tego nie chce . Gdyby wywarzył drzwi , nie wstawił by ich z powrotem a wtedy miałby swobodne wiejcie do mojego pokoju . Muszę mu otworzyć , chociaż to co się po tym stanie jest czymś co wiem co znam ,ale nie znaczy ,że jest dobre. Znam to bo robił to od tak dawna , od kiedy mama uciekła i zostawiła  mnie na pastwę tego potwora . Podnoszę się z kucki i walcząc ze łzami naciskam klamkę i wpuszczam go do środka .
-Grzeczna dziewczynka – głaszcze mnie po policzku a ja wzdrygam się od jego dotyku .
Zza ściany wychodź jakiś mężczyzna  a mnie serce staje z przerażenia . Próbuje się wyrwać ,ale on łapie mnie za włosy i uderza głową o ścianę . Silny ból rozchodzi się po czaszce . Krzyczę .
- Bądź grzeczna , albo zaboli bardziej – syczy mi do ucha .
Budzę się zalana potem , z twarzą przyciśnięta do poduszki .
To tylko sen – upominam siebie . Serce wali mi tak mocno ,że czuję jego pulsowanie w palcach u stup . To tylko sen a jednak to wydarzyło się naprawdę i to całkiem niedawno . To było pierwszy raz gdy przyprowadził  ze sobą kogoś jeszcze . A po tym zdarzało się to coraz częściej . Cama staje mi nad głową i taca mnie nosem . Jakby wyczuwała ,że miałam zły koszmar . Zawsze wyczuwała gdy było ze mną źle , znała mnie lepiej niż ktokolwiek inny .
Lepiej nawet niż moje najlepsze przyjaciółki . Caroline i Jasmin . Na ich wspomnienie ściska mi się serce . Zostawiłam  je nawet nie mówiąc gdzie znikam . Wyjechałam bez wyjaśnień , bez pożegnania . Zupełnie jak mama . Odpycha od siebie te myśl . Nie jestem jak ona . Ja nie zostawiłam nikogo z potworem myśląc tylko o swoim bezpieczeństwie .
Podnoszę się i przytulam do Camy . Liże mnie po twarzy a ja całuje ja w czarny nosek .
- Powinnam się zbierać – mówię – musisz dziś zostać sama w domu . – patrzy na mnie błagalnym wzrokiem , jakby prosząc bym wzięła ja ze sobą .
Kręcę głową .
- Wybacz ,ale nie wpuszczą cie ze mną na uczelnie .
Wstaję i podchodzę do dużej szafy z lustrem i wyciągam wcześniej zamówione ubrania . Wybieram ciemno brązową sukienkę i czarny sweterek z ciekami zamiast guzików . Chciałam związać włosy w koka ,ale zapomniałam ,że są teraz za krótkie , więc zostawiłam je rozpuszczone . Nie robiła makijażu , bo w moim przypadku wyglądałam   gorzej niż gdy była bez niego . Gdy próbowałam zakryć piegi pudrem czy podkładem , zaczynały wyglądać jak czarne kopki zrobione markierem i świecące się w ciemność .
Okropieństwo .
Złapałam torbę z notesami i szkicownikiem i poszłam do drzwi . Cama pobiegła za mną chcą pójść ze mną ,ale zanim zdążyła wyjść , zamknęłam drzwi  i przekręciłam klucze w zamku . Zbiegłam ze schodów i wpadłam na Katniss . Siedziała na schodach zawiązując czarne długie , sięgające do kolan buty . Spojrzała na mnie ostro ,ale gdy zorientowała  się ,że to ja uśmiechnęła się szeroko .Brązowe oczy były pomalowane tak samo jak wczoraj ,ale dzisiaj makijaż dopełniła czerwona szminką .
- Cześć – przywitała się . Schyliła się jeszcze na chwile a potem stała i spojrzał a na mnie lustrując od góry do dołu .
- Ładny sweterek – pochwaliła .
- Dziękuje . Fajne buty  -  mówię  zgodnie z prawdą . Jej buty były całkiem inne od moich , jasnych na wysokim obcasie ,ale i tak były ładne . Gdyby nie to ,że były pewnie cholernie ciężkie , to założyłabym je .
- Kupiłam w necie . Opłaciło  się są zajebiste – przyznaje nie skromnie .
- Właśnie o tym mówiłam .
- Idziesz na zajęcia ? – pyta wskazując na moja torbę .
- Tak a ty ?
- Ja też , więc wskakuj do samochodu pojedziemy razem . – prowadzi mnie do czerwonego , małego samochodu i wsiadamy . Mimo ,ze jest ciasno i w środku trochę śmierdzi , zazdroszczę jej własnego samochodu . Sama chciałabym mieć jakiś ,ale nie dość ,że mnie nie stać to jeszcze nie mam prawa jazdy . Tata powiedział ,ze nie jest mi potrzebe , bo może mnie wszedzie zawozić . Mysle ,że bał się ,że jeśli będę mogla prowadzić , uciekne od niego , alebo będę jeżdzic na zabawy i zadawac się z innymi chłopakami . Jakbym maiała na to ochotę .
- Słyszałam ,że wlazłaś wczoraj Collinsowi pod samochód – wyrywa mnie z zamyślenia . Patrzę na nią zdziwiona a ona śmieje się widząc moja minę .
- Wieść szybko się rozchodzą – dodaje nadal się śmiejąc .
- Nie wlazłam mu pod samochód . Tylko ten debil nie umie jeździć .- mówię otrząsając się z szoku . Skąd ktoś mógł wiedzieć ,że to mnie Michael prawie potrącił . Katniss nie wydaje się tez być zdziwiona tym ,ze znam Michaela . Patrzę na nią podejrzliwie .
- Oj dobra przyznaje się bez bicia – zaczyna ugięta pod moim spojrzeniem . – Jestem dziewczyna jego najlepszego kumpla – przyznaje a ja myślę ,że już gorzej nie mogłam trafić .


Michael
Razem z Jordanem i paroma innymi chłopakami czekaliśmy przed budynkiem uczelni na dziewczynę Jordana . Wczoraj wieczorem zadzwoniła do niego a on jak baba opowiedział jej to co wcześniej powiedziałem mu ja . Chciałem mu przywalić ,ale nie chciałem mieć do czynienia z jego dziewczyną Była straszna . Jak bohaterka jakiegoś horroru .Nie to żebym bale się horrorów a tym bardziej nie boje się jakiejś dziewczyny . Tyle ,że w jej ubiorze , czyli czarnych bluzkach lub sukienkach i ciemnym makijażu gdzie jej oczy wyglądały jak czarne dziury , było cos niepokojącego . Mimo tego była niezłą laską i gdyby nie była dziewczyna mojego kumpla , zabrałbym się za nią , ale tak na jedną noc .
Po kilku minutach wjechała czerwoną hondą na teren uczelni i zaparkowała obok mojego czarnego porsche  . Z samochodu wyszła nie tylko ona ,ale i Lilly . Zamrugałem dwa razy żeby sprawdzić czy nic mi się nie przewidziało ,ale nie . Obie szyły w nasza stronę . Dzisiaj Lilly miała obcasy ,ale nadal była niska i drobna . W zielonej sukience , odsłaniającej jej szczupłe nogi wyglądała pociągająco i nie było to tylko moje zdanie . Dwóch kolesi stojących z nami gwizdnęło na jej widok . Zacisnąłem zęby powstrzymując się od opieprzenia ich za patrzenie się na nią , ale co mogłem zrobić . Przecież nie była moja dziewczyną , nie byliśmy nawet przyjaciółmi  . Jesteśmy wrogami i musze o tym pamiętać .
Dziewczyny stanęły przy nas . Katniss przytuliła się mocno do Jordana a Lilly patrzyła na mnie ognistymi oczami .
 -Cześć jestem Peter – wysoki chłopak podszedł do niej i podał jej dłoń .
- Lilly – wyciągnęła dłoń . – Miło mi cie poznać – uśmiecha się zalotnie a mnie krew zalewa . Do mnie nie uśmiechnęła się nigdy . Nawet delikatnie . Bo cie nienawidzi głupku – przypominam sobie .
Nie mogę jednak patrzeć jak ten debil się do niej przystawia , więc podchodzę do nich odpychając lekko Petera .
- Cześć Lilly – mruczę .
Podnosi na mnie wzrok . W ciągu jednej sekundy jej twarz z miłego i zalotnego wyrazu zamienia się  w niechęć .
- Collins – nawet nie trudzi się by powiedzieć moje imię .
- Znacie się ?- pyta Peter a ja mam ochotę mu przywalić . Po jasną cholerę się pyta ? Powinien się stąd wynosić i iść zarywać  do innych dziewczyn .
- Tak
- Nie – odpowiadamy  jednocześnie . Patrzę na nią zdziwiony . Czy ma zamiar się do mnie nie przyznawać ?
- To znaczy tak ,ale to nie była bliska znajomość . Chodziliśmy do tego samego liceum . Nie znamy się zbyt dobrze . – tłumaczy i znowu przenosi wzrok na Petera .
Albo mi się wydaje , albo zgłupiałem ,ale mógłbym przysiądź ,że w jej głosie słyszałem nutkę żalu i smutku . Przesłyszało mi się na pewno . A nawet jeśli nie to żal dotyczył tego ,że w ogóle się znamy i musi się do tego przyznać .
- to dobrze – szczerzy się . – Daj pomogę ci nieść – wyciąga rękę i zdejmuje pasek torby z jej ramienia , ale zanim zdarzy to zrobić ona odtrąca jego dłoń i poprawia torbę.
-Dziękuje ,ale dam sobie radę – mówi spokojnie ,ale widać ,że ten drobny ruch z jego stronnie podobał się jej .
Nie mogę powstrzymać triumfalnego uśmiechu . Dobrze jest wiedzieć ,że nie tylko mnie odtrąca .
-Katniss – mówi do dziewczyny wtulonej w Jordana jak w ogromnego miśka . Prawie na niego włazi . – Ja idę na zajęcia – oświadcza . Odwraca się i rusza do budynku za nami .
Gdy jest już na schodach obraca się i krzyczy .
- Jeszcze raz dziękuje za podwiezienie . – a potem biegnie na górę i znika za szerokimi drzwiami .
- Fajna ta nowa – mruczy Peter
Patrzę na niego miotając wzrokiem pioruny . Mam nadzieje ,że jeden go trafił .
- No co ? –pyta widząc moje gniewne spojrzenie .
Zaciskam pieści wciskam je do kieszeni spodni. Wzruszam ramionami .
- Nic . Jest niezła ,ale za niska . Jak dziecko .



środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział drugi



Michael
Patrzyłem jak odchodzi , ciągnąc za sobą brązowego labradora . Jej zawsze długie włosy , były teraz ścięte do ramion a postrzępione końcówki wyglądały tak jakby obcięła je sama . Przez to ,że miała inną fryzurę i nie nosiła wysokich butów , prawie jej nie poznałem , na ulicy – gdy o mało jej nie przejechałem . Sama myśl o tym sprawiała ,że robiło mi się niedobrze .
Ale gdy obejrzała się na mnie i spojrzała na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami a na piegowatej twarzy pojawił się znany mi grymas złości , od razu ją rozpoznałem . Mimo tego wyglądała inaczej niż zwykle . Jej oczy zawsze były przepełnione radością i to właśnie mnie do niej przyciągało . Nigdy nie traciła nadziei i wierzyła w to co nikt nie wierzył , czyli szanse na lepsze . Jako jedyna walczyła o wszystko do końca i za to ja podziwiałem , ale dzisiaj nie widziałem już tego błysku w jej oczach . Nie widziałem w niej tej walki .
Wydawała się być pusta . A to jak przerwała naszą słowna przepychankę zwykłym „do widzenia Michael „ świadczyło ,że cos było nie tak . Nie widziałem jej dwa lata , może przez ten czas wiele się zmieniło , ale nie wiedziałem co takiego mogło się stać .
Jedno się jednak nie zmieniło . Z jakiegoś powodu , nadal mnie nienawidziła . Zresztą ja też  .
Kiedy zniknęła mi z oczu , wróciłem do samochodu , który wcześniej szybko zaparkowałem na chodniku. Włączyłem się do ruchu ulicznego , ostrożnie się rozglądają czy jakąś idiotka nie zechce wpakować mi się pod maskę .
Przez resztę drogi zastanawiałem się co Lilly tu robi . Mieszkała na drugim końcu kontynentu , więc co spowodowało ,ze przyjechała tu ? Wątpię ,że powodem było zwiedzanie , bo tu nie było nic specjalnego . Zakupy raczej tez nie , bo spokojnie mogła pojechać do większego miasta , bliżej domu .Pozostawały studia . W tym roku skończyła osiemnaście lat i spokojnie mogła zacząć studiować . Uczelnią w tym mięście była Akademia Sztuk Pięknych , która mogła ją tu przywieść . Lilly była świetną malarką i z łatwością mogła dostać się na ten kierunek . Jeśli się dostała to czy będę widywać ją na zajęciach ?Spotkamy się jeszcze ?
Parsknąłem na tak absurdalne myśli . Po co o niej myślisz ? Nigdy nie dała ci szansy , więc teraz tez nie da . Zresztą nie chciałem  dostawać od niej szansy . raz ja prosiłem i odmówiła . To od tego się zaczęło . Gdy ośmieszyła mnie przy naszych znajomych , odmawiając pójścia ze mną na bal . To było niewiarygodne . Dostać kosza od młodszej od siebie dziewczyny . Nie ma co , to zawsze podbuduje ego młodego chłopaka. Przez kilka dni , wszyscy o tym gadali . Lilly dała kosza Collinsowi . To był skandal i myślałem ,że przez ta smarkulę strącę autorytet wśród chłopaków a dziewczyny przestana się na mnie rzucać jak na świeże bułeczki . Jednak nic się nie zmieniło . ludzie zapomnieli , ale nie ja . Nie chodzi o to ,że swoja odmowa zraniła moje męskie ego , chociaż tez trochę o to chodzi , przede wszystkim o to ,że była pierwszą dziewczyną , z która chciałem umówić się nie po to by „Zaliczyć „ i pochwalić się przed kumplami kolejna zdobyczą ,ale dlatego ,że naprawdę chciałem się z nią umówić .Ciągnęło mnie do niej od początku a kiedy spróbowałem ona mnie olała .
Nie powiem , zabolało  i dlatego musiałem się zemścić . To był jedyny sposób , by wyrzucić ją z głowy wpisana w szufladkę „ Pragnienie „ a wepchnąć ja do tej z nazwa „Wrogowie „


Lilly
Weszłam do mieszkania i jęknęłam z zachwytu . Nie chce być nie skromna ,ale jak na mieszkanie kupnie i umeblowanie na odległość , było cudowne . A może wydawało mi się tak , tylko dlatego ,że było to pierwsze , tylko moje mieszkanie ? Nie ważne i tak mi się podobało . Ściany były pomalowane na brązowy odcień i bordowy . Niektóre ściany były zrobione z czerwonej cegły . Wszystko było idealnie ustawione , dokładnie tak jak chciałam . Całe mieszkanie składało się z pięciu pokoi : łazienki , kuchni , salony , sypialni i ostatniego , którego ja poświęciłam jako swoja pracownie . Był tez balkon , nie za duży ale zawsze to było coś .
Cama wbiegła do środka i od razu usadowiła się na brązowej kanapie w salonie .
- Jestem głodna – mruknęłam  i zatrzasnęłam za sobą drzwi . Weszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę . Niestety nie było w niej nic .
Cholera , zapomniałam zamówić jedzenie . Opieram się o blat za sobą i wzdycham ciężko . Zamówiłam wszystko , ale zapomniałam o jedzeniu ! Przez te kilkanaście godzin jazdy autobusami , jadłam jedynie krakersy i piłam wodę z butelki . A teraz umierałam z głodu . Podeszłam do torebki , którą wcześniej położyłam na kanapie i wyjęłam z niej dwa banknoty .
-Idziesz ze mną czy wolisz się wylegiwać na mojej kanapie ? – pytam Camę , która ułożyła się wygodnie na miękkich poduszkach . Miała przymknięte oczy ,ale gdy usłyszała mój głos uniosła powieki i nadstawiła uszu .
- Ja wychodzę , jak chcesz to zostań – oświadczyła i ruszyłam do drzwi a ona wstaje szybko i idzie za mną .
Nie ma to jak mieć wiernego psa . Wtedy nigdy nie czujesz się samotny , bo twój podopieczny wszędzie z tobą idzie .Wyszłyśmy na korytarz i zeszłyśmy schodami na zewnątrz . W bloku mieszkało dużo ludzi ,ale na razie nie spotkałam jeszcze nikogo . Ogólnie okolica była dość nieprzyjazna , ale nie stać mnie było na coś lepszego , dlatego wybrałam to miejsce . Było najtańsze i znajdowało się kilka przecznic od uczelni . A to był Duzy plus , bo nie musiałam marnować pieniędzy na transport autobusem czy taksówką , bo spokojnie mogłam te odległość pokonać pieszo . Doszłyśmy do małego sklepu spożywczego . W środku było pusto a za lada stała młoda dziewczyna z czarnymi włosami przystrzyżonymi na boba . Miała na sobie zielono zgniły fartuszek z logo sklepu a do ust przylepiony krzywy uśmiech . Gdy podniosła na mnie znudzony wzrok , zobaczyłam ,że w dolnej wardze ma kolczyk z krzyżem .
- Cześć- witam się i podchodzę do lady .  
Mruczy pod nosem powitanie i wstaje niechętnie krzesła .
-W czym mogę pomóc ? – pyta . Nie patrzy na mnie ,ale zajmuje się swoimi paznokciami , pomalowanymi na czarny kolor .
- Hym – mruczę – jestem cholernie głodna i nie wiem co macie dobrego więc może zdam się na ciebie ? – unosi brew i podnosi wzrok . Ma ciemno brązowe oczy podkreślone czarna kredka i tuszem do rzęs .
- Czy ja wyglądam na jakąś pieprzoną smakoszkę ? Chyba widzisz co jest na półkach . Jeśli cos ci nie pasuje to wypad  do innego sklepu . – warczy a ja kule się w sobie .
W moim rodzinnym miasteczku , nikt by się tak do mnie nie odezwał . Nikomu nie przyszłoby do głowy żeby powiedzieć mi cos nie miłego . Wszyscy znali ojca , burmistrza miasta i wiedział ,że jestem jego kochaną córeczką – pozory mylą. A ona – Katniss – bo takie widniało imię na plakietce przyczepionej do fartuszka , nie znała mnie i nie wie kim jestem , nie ma pewnie nawet pojęcia kim jest mój ojciec . A to działa na mnie odprężająco .
To po to uciekłam , żeby nikt mnie nie znał , nikt nie oceniał i żeby on nie mógł robić  tego co robił .
Wzruszam ramionami .
- Słuchaj Katniss – zaczynam opierając się rekami o blat , za którym stoi . – Przejechałam tysiące kilometrów żeby dotrzeć do tej dziury , i jestem piekielnie  głodna , więc rusz ten swój szanowny tyłek i podaj mi coś co nadaje się do jedzenia – posyła mi zdumione spojrzenie .
Pewnie nie spodziewała się ,że ktoś taki jak ja – mała , drobna  dziewczynka z psem u boku - może się jej postawić . A tu proszę jaka miła niespodzianka .
Po kilku długich jak sądzie sekundach , jej usta układają się w uśmiech a jej twarz nabiera całkiem innego wyglądu . Robi się znaczne ładniejsza gdy się uśmiecha .
- No proszę , nie spodziewałam się takiej gadki – puszcza do mnie oko . – To co cię sprowadza to tej dziury ? –pyta . Odwraca się do półek za sobą i wyciąga  jakieś plastikowe opakowania .
- Studia – odpowiadam .
Kładzie na ladzie paczkę ciasteczek zbożowych i pudełko z żurawiną . Uśmiecham się . Obie rzeczy wyglądają smakowicie . A po za tym uwielbiam suszoną żurawinę .
-Uwielbiam cię – mówię. Kładę przed nią pieniądze . A zamiast włożyć je do kasy , wkłada je do kieszeni spodni . Unoszę brew .
-Nie krzyw się – komentuje – ten sklep i tak długo nie przetrwa . Nie ma kamer , więc nikt się nie dowie , a kilka złotych więcej przyda mi się po tak marnej pensji jaka dostaje – tłumaczy .
Kiwam głową . Nie udaje ,że rozumiem , bo doskonale rozumiem . Sam potrzebuje kasy i kiedy ja gibam robię wszystko by otrzymać jak najwięcej mogę .
- Ty już wiesz ja mam na imię . Teraz twoja kolej – oznajmia .
- Nie wiem czy zasłużyłaś – śmieje się .
Ona też zaczyna się śmiać .
-Wiem , na początku straszna ze mnie Suka , ale da się przyzwyczaić .
-Zobaczymy czy dam radę . Jestem Lilly – wyciągam dłoń i uściskam jej rękę .
- Bardzo mi miło – parska .
- Taak mnie też . Oczywiście pomijając tę Sukę na początku  .
- Już cię lubię – mówi i mruga .
- A ja ciebie próbuje znieść – żartuje .
- To twój pies ? –pyta a potem zdając sobie sprawę jakie banalne pytanie zdała parska śmiechem . Mimo to potakuje .
- Tak to Cama – Pies słysząc swoje imię podskakuje na dwóch łapach i  podnosi głowę udając szczekanie .
- Nie szczeka ? – dziwi się .
 Wzruszam ramionami i głaszcze Camę po jasnobrązowej sierści  .
- Nie miała od urodzenia – tłumaczę a Cama jakby rozumiejąc nasza rozmowę zaczyna klapać szczęka.
- Tak , tak wiemy kochanie ,że umiesz móc – poklepuje ja po głowę .
- Jest słodka . – przyznaje Katniss . – I mądra – dodaje po chwili .
- Tak – mruczę wpatrzona w brązowe oczy labradora  - Gdyby nie ona , mogłoby być ze mną kiepsko .


Mam nadzieję ,że się wam podoba :) To moje pierwsze opowiadanie , które ktoś czyta , proszę więc o szczere , ale wyrozumiałe komentarze :)