Rozdział
czwarty
Lilly
Poranne
spotkanie z Michaelem wytraciło mnie z równowagi i nie mogłam się skupić na
wykładach . Przyłapałam się nawet na tym ,że na kartce z notesu , gdzie
powinnam robić notatki , rysowałam jego podobiznę . Przestałam dopiero wtedy
gdy dziewczyna obok trąciła mnie łokciem i wskazała na Profesora , który był
coraz bliżej nas . Po wykładzie wyrwałam te stronę z zeszytu i gnąc w mała
kuleczkę wyrzuciłam do kosza . Jak przetrwam cały rok akademicki skoro w
pierwszym dniu go rysuje ? Co będę robić później ?Pisać do niego listy miłosne
? Głupia . Jeśli chce skończyć ten rok z dobrymi wynikami to powinnam jak
najszybciej o nim zapomnieć . Schodziłam właśnie ze schodów , myśląc nad
sposobem , który pomoże mi skuteczne wyrzucić Michaela z głowy gdy zahaczyłam
obcasem o stopień schodu i runęłabym jak długa gdyby nie czyjeś ramiona , które
obiły mnie w pasie powstrzymując przed spadnięciem .
-
Może trochę ostrożniej pokrako – słyszę głos nad uchem i odskakuje od niego .
Michael znowu mnie łapie , tym razem za ramię i podtrzymuje żebym znowu nie
spadła . Gdy staje pewnie na schodku i jestem przekonana ,że nie grozi mi
upadek z trzeciego piętra , odtrącam jego dłoń .Czy
on musi pojawiać się wszędzie tam gdzie jestem ja ?-
Jakbyś rozejrzał się trochę dalej niż na czubek swojego nosa to zobaczyłbyś ,że
nie każdy jest taki idealny jak ty .- burczę . Poprawiam torbę na ramieniu i
idę przed siebie . Stopy stawiam uważnie i wolniej niż wcześniej .-
Nigdy nie uważałem ,że jesteś idealna . Zresztą nikt nie jest . – spoglądam na
niego zaskoczona . Czy wielki Michael właśnie przyznał się do swojej
niedoskonałości ? O mój Boże trzeba to
zapisać w kalendarzu . Albo jeszcze lepiej , podpisać z nim dokumenty , aby
uwiecznił tę wiekopomną chwilę , która nigdy więcej się nie powtórzy .-
Oczywiście oprócz mnie – dodaje po chwili a ja zaczynam się śmiać . Nie wiem
nawet czemu . Czy to z powodu tego ,że jednak jest kompletnym debilem , czy
może dlatego ,że jest w tym samym mieście co ja , albo śmieje się z siebie , bo
zakochałam się w kimś kto nie ma pojęcia jaki jest żałosny . Wszystko jedno ,
ale śmieję się tak bardzo ,że już po kilku sekundach , bolą mnie policzki , robię się cała czerwona . Zginam się w pół , opieram o balustradę schodów i
łapie za brzuch .
-
Odbiło ci ? – słyszę jego głos przebijający się przez głośmy napad śmiechu .-
Ja … ja … się … za …- próbuję z siebie wydusić a potem uświadamiam sobie co
chciałam powiedzieć i od razu poważnieje .„
Ja się zakochałam w takim debilu jak ty „Czy
mi już kompletnie odbiło? Chciałam się przyznać i to tylko dlatego ,że miałam
serdeczne dość ciągłego udawania . Bo miałam . Całe życie udaję , tak jak
ojciec udawał ,że jesteśmy przykładną rodziną , tak jak mama udawała ,że jest
kochającą i przykładną rodzicielką . Udawałam tak jak oni . To powinno być
naszym mottem rodzinnym „ Nigdy nie pokazuj co naprawdę czujesz „ A ja miałam
tego dość , ale to nie znaczy ,że mam wyznać prawdę . Gdybym to zrobiła nie byłoby
odwrotu , bo od prawdy nie ma drogi wstecz . Tylko od kłamstwa można się
uwolnić ,ale od prawdy nigdy .Prostuje
się i patrzę na niego . Stoi blisko mnie i nachla się tak żeby mieć lepszy
widok na mnie . Gdyby nachylił się jeszcze trochę , mogłabym odchylić głowę i
on by się przybliżył a ja …Potrząsam
głową odpędzając nieznośnym obraz .Powinnam
o nim zapomnieć . Tak jak postanowiłam zapomnieć o przeszłości , o tym co się
działo przez te dwa lata . A on należał do przeszłości .-
Mam propozycję – zaczynam a on unosi brew . Próbuję nie zwracać uwagi na jego
oczy ,ale to bardzo trudne zwłaszcza gdy
jest tak blisko .-
Jaką ?-
Jesteśmy milion kilometrów od domu , nie jesteśmy już w liceum tylko na
studiach . Zapomniany ,że się znamy Michael i zacznijmy się zachowywać jak
dorośli ludzie . – mówię spokojnie chociaż serce wali mi o żebra . To zasługa
letniej praktyki jaką zafundowała mi moja rodzinka . Spokój na zewnątrz nawet
gdy piekło w wewnątrzMichael
szerzej otwiera oczy a ja zmuszam się do nieodwrócenia wzroku .-
Jesteś tego pewna ? – pyta innym głosem . Nigdy nie słyszałam u niego takiego .
Zawsze mówił z pretensją i złością .A teraz niepewność ?Michael
Collins i niepewność ? Chyba koniec świata byłby bardziej prawdopodobny .-
A co lubisz dręczyć mniejszych od siebie ? – zadzieram głowę chcąc pokazać mu
,że nie wstydzę się swoich wad , ale to nie prawda . Nadal nienawidzę swojej
niskości . Wszystkim się wydaje ,że małe to słabe a ja chce im udowodnić ,że
się mylą , że jestem silniejsza niżby chcieli .-
Tak szczególnie taki jeden krasnal mi przypadł do gustu . Taki piegowaty ,
chyba wiesz o kogo mi chodzi – odchyla się do tyłu i wkłada ręce do kieszeni .Krzywię się na ten żart .Jest
śmieszny , ale nie wiem jak się zachować . On nigdy przy mnie nie żartował .-
A mnie się już znudziła ta zabawa .A teraz przepraszam , spóźnię się przez pana na zajęcia . – mówię Mijam go
i wychodzę na zewnątrz . Nie idzie za mną a ja czuje jednocześnie ulgę i
rozczarowanie . Ulgę , bo nie musiałam więcej udawać ,że chce o nim zapomnieć i
,że jest mi obojętny , a traktuje go jak irytujące pięcioletnie dziecko .
Rozczarowanie , bo pragnęłam usłyszeć od niego ,że on wcale nie chce o
mnie zapomnieć , że tak naprawdę udawał ,że mnie nienawidzi i zakochał się we
mnie .Och
zamknij się – upominam się . Jak mogę myśleć o czymś takim ? Zachowuje się jak
głupia nastolatka . Czas dorosnąć i zacząć zachowywać się jak osoba dorosła a
nie jak małe dziecko . Szłam szybko , w ten sposób mogłam pokazać i wylądować
swoją złość .Na
zajęcia dotarłam pięć minut po ich rozpoczęciu . Gdy weszłam do sali, profesor
nawet nie przerwał wykładu . Byłam mu za to wdzięczna . W tamtej chwili nie
chciałam zwracać na siebie uwagi a dzięki temu ,że nadal kontynuował swój
monolog , niewiele osób spostrzegło moje wejście . Było tylko jedno wolne
miejsce , więc czym prędzej zajęłam je i rozłożyłam przed sobą notatki .
Zaczęłam notować to co mówił profesor.-
Nie musisz słuchać , on i tak wszystkie swoje wykłady wysyła nam na naszą
pocztę – ktoś szepcze mi do ucha .Chłopak
siedzący obok mnie uśmiecha się pokazując urocze dołeczki w policzkach .
Brązowe włosy kontrastują z czekoladowymi oczami .-
Wole polegać na sobie – odszeptuje i odwzajemniam uśmiech .-
Słusznie – kiwa głową a niesforne loki opadają mu na czoło . – Jestem Jack –
przedstawia się i wyciąga dłoń pod ławką .-
Lilly – podaje mu swoją a potem wracam do robienia notatek .-
Już wiem do kogo mam zwracać się po materiały przed sesją – mówi po chwili .
Nachyla się tak żebym słyszała jego szepty i aby nie musiał mówić głośniej , by
nie przeszkadzać innym . Podoba mi się to . To znak ,że nie myśli tylko o
sobie a to zawsze idzie na plus . Nie
tak jak Michael . Karce się za kolejna myśl o nim .-Przecież
mówiłeś ,że profesor przesyła materiały – przypominam , nie przerywając pisania
.-
Tak , ale może się zdarzyć wypadek i nie będzie sieci a bez Internetu wiele nie
zdziałasz – stwierdza. – A ty będziesz moją deska ratunku .Podnoszę
na niego wzrok i unoszę brwi .-
Skąd pewność ,że chce ci pomóc?Uśmiecha
się zniewalająco –chciałabym żeby on tak się do mnie uśmiechał .Klnę
za kolejną myśl o Michaelu . I to ma być zapominanie o nim ?! Przecież jest w
każdej mojej myśli .-
Wyglądasz na kogoś kto chce pomagać innym . Zwłaszcza takim tłumoka jak ja . –
mruczy . Jest tak blisko ,że czuje jego zapach . Czuje zapach papierosów i wody
po goleniu . Co po połączeniu daje nieziemski efekt .-
Pozory mylą – odpowiadamNachyla
się bliżej a jego oczy nabierają głębszego odcieniu . Są w kolorze gorzkiej
czekolady , prawie czarne a gdyby nie byłby tak blisko , nie zobaczyłabym
złotej plamki w lewym oku , ale widzę a ona nadaje mu jeszcze większego uroku .-Mama
nadzieję ,że w tym przypadku tak nie jest – szepcze a ciepłe powietrze ogrzewa
mi policzki .-
A ja mam nadzieję ,że jednak trafi się okazja kiedy będziesz potrzebował mojej
pomocy .To
wydaje się być dobry pomysł . żeby pozbyć się Michaela z głowy ,muszę zając się
kimś innym . Ale czy to jest to czego na prawdę chce ? Chciałam uniknąć miłości
, nie samego Michaela . Miłości nie ma , to tylko bajeczka wymyślona przez
ludzi , która daje nadzieje , że kiedyś , kiedy spotkamy swoją połowę będzie lepiej
. Ale tak nie będzie . Jedynymi osobami , które mogą ulepszyć nasze życie
jesteśmy my sami . A inny tylko przeszkadzają nam w tym co robimy . Jednak aby pozbyć
się go z serca musiałam zastąpić go kimś innym . Innego sposobu nie było . A
Jack był kimś kim mogłam się więcej niż zainteresować
.
A
tego mi było trzeba . MichaelChciała
o mnie zapomnieć . Czy to nie dobry znak ? Powinienem się z tego cieszyć . Przecież
to może być szansa na nowy początek naszej znajomości . Moglibyśmy zacząć od
początku , na nowej nie zapisanej jeszcze karcie . Ale Lilly miała na myśli
całkiem inne zapominanie niż ja . Ona chce zapomnieć ,że się znamy , że w ogóle
istnieję . Nie ma już ochoty , na ciągłe przepychanki ze mną . A kto by miał .
Taka zabawa ciągnąca się przez siedem lat , każdemu by się znudziła .Coś
musiało się stać . Nie miała ,mnie dość . Co stało się przez te dwa lata ,że ją
tak zmieniło ? I jeszcze to ,że jej matka uciekła od jej ojca , bo ją bił ? Czy
to znaczy ,że bil też Lilly ?Nie
to niemożliwe . To burmistrz miasteczka . Najbardziej opanowany i zorganizowany
człowiek jakiego w życiu spotkałem . A Lilly nigdy nie wyglądała na dziecko z
patologicznej rodziny . Jednak nigdy tez nie opowiadała o swojej rodzinie .A
może tego po prostu nie wiem . Przecież to oczywiste ,że nie będzie się zwierzać
swojemu największemu wrogowi .Jednak
gdy zobaczyłem ją jak idzie przez parking z jakimś chłopakiem , zapomniałem o tych
myślach . Nie jest skrzywdzona ani nic . Gdyby było coś nie tak , nie chodziłaby
z dumnie podniesioną głową , wyprostowana i pewna siebie . Nawet z daleka było widać
,że dobrze się bawi .
Nic
jej nie jest . Chce o tobie zapomnieć , bo chce na spokojnie zacząć nowy rok ,
i poznać o wiele lepszych i milszych facetów niż ja . Zresztą ja jestem starym
egzemplarzem , a nawet gdy byłem nowy , nie byłem wystarczająco dobry dla
dziewczyny z wyższych sfer .Wsiadła
do jego samochodu , siejąc się z czegoś głośno . Był melodyjny i delikatny ,
nie taki jak , wtedy na schodach , gdy mało się nie udusiła . Ale nawet wtedy wyglądała
uroczo .Odjeżdżają
z piskiem opon a ja życzę im powiedzenia na drodze do zapomnienia .Jeśli
jej tak dobrze idzie zapominanie , to i ja powinienem zacząć .Rozglądam się i widzę dziewczynę na wysokich szpilkach w
czarnych obcisłych spodniach i zielonej koszuli . Tamara była dobra kandydatka
na tę noc . W łóżku była równie gorąca co na zewnątrz . Zawsze ubrana
wyzywająco , w stosowny sposób. Biegnę w jej stronę i zatrzymuje przed nią
zagradzając drogę.-
Cześć słonko – witam się i uśmiecham się .Patrzy
na mnie szarymi oczami . Pomalowane na czerwono usta , oblizuje delikatnie a to
znak ,że zaczynam na nią działać . No nieźle , nie muszę jej nawet dotykać a
ona sama się na mnie pcha .
-
Część Collins . Masz do mnie jakiś interes ?Patrzę
na jej piersi . Trzy guziki koszuli nie SA zapięte i odsłaniają duży biust ,
schowany za czarnym koronkowym staniku . O tak mam bardzo duży interes .-
Zapraszam cie do mnie słonko – mrugam. Delikatny rumieniec wyskoczył na jej policzki .-
Nie wiem czy to dobry pomysł – waha się . Zawsze udają porządne ,ale w środku
prawie żadna taka nie jest .
Zawsze
ulegają .-
Uwierz mi to bardzo dobry pomysł .Zaczynamy
. Najlepszym sposobem na zapomnienie jest zapewnienie sobie przyjemności .
Ta piosenka towarzyszyła mi przy pisaniu całego rozdziału . Myślę ,że po części to ona dała mi inspirację i natchnienie do pisania całego opowiadania .