środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział drugi



Michael
Patrzyłem jak odchodzi , ciągnąc za sobą brązowego labradora . Jej zawsze długie włosy , były teraz ścięte do ramion a postrzępione końcówki wyglądały tak jakby obcięła je sama . Przez to ,że miała inną fryzurę i nie nosiła wysokich butów , prawie jej nie poznałem , na ulicy – gdy o mało jej nie przejechałem . Sama myśl o tym sprawiała ,że robiło mi się niedobrze .
Ale gdy obejrzała się na mnie i spojrzała na mnie tymi swoimi niebieskimi oczami a na piegowatej twarzy pojawił się znany mi grymas złości , od razu ją rozpoznałem . Mimo tego wyglądała inaczej niż zwykle . Jej oczy zawsze były przepełnione radością i to właśnie mnie do niej przyciągało . Nigdy nie traciła nadziei i wierzyła w to co nikt nie wierzył , czyli szanse na lepsze . Jako jedyna walczyła o wszystko do końca i za to ja podziwiałem , ale dzisiaj nie widziałem już tego błysku w jej oczach . Nie widziałem w niej tej walki .
Wydawała się być pusta . A to jak przerwała naszą słowna przepychankę zwykłym „do widzenia Michael „ świadczyło ,że cos było nie tak . Nie widziałem jej dwa lata , może przez ten czas wiele się zmieniło , ale nie wiedziałem co takiego mogło się stać .
Jedno się jednak nie zmieniło . Z jakiegoś powodu , nadal mnie nienawidziła . Zresztą ja też  .
Kiedy zniknęła mi z oczu , wróciłem do samochodu , który wcześniej szybko zaparkowałem na chodniku. Włączyłem się do ruchu ulicznego , ostrożnie się rozglądają czy jakąś idiotka nie zechce wpakować mi się pod maskę .
Przez resztę drogi zastanawiałem się co Lilly tu robi . Mieszkała na drugim końcu kontynentu , więc co spowodowało ,ze przyjechała tu ? Wątpię ,że powodem było zwiedzanie , bo tu nie było nic specjalnego . Zakupy raczej tez nie , bo spokojnie mogła pojechać do większego miasta , bliżej domu .Pozostawały studia . W tym roku skończyła osiemnaście lat i spokojnie mogła zacząć studiować . Uczelnią w tym mięście była Akademia Sztuk Pięknych , która mogła ją tu przywieść . Lilly była świetną malarką i z łatwością mogła dostać się na ten kierunek . Jeśli się dostała to czy będę widywać ją na zajęciach ?Spotkamy się jeszcze ?
Parsknąłem na tak absurdalne myśli . Po co o niej myślisz ? Nigdy nie dała ci szansy , więc teraz tez nie da . Zresztą nie chciałem  dostawać od niej szansy . raz ja prosiłem i odmówiła . To od tego się zaczęło . Gdy ośmieszyła mnie przy naszych znajomych , odmawiając pójścia ze mną na bal . To było niewiarygodne . Dostać kosza od młodszej od siebie dziewczyny . Nie ma co , to zawsze podbuduje ego młodego chłopaka. Przez kilka dni , wszyscy o tym gadali . Lilly dała kosza Collinsowi . To był skandal i myślałem ,że przez ta smarkulę strącę autorytet wśród chłopaków a dziewczyny przestana się na mnie rzucać jak na świeże bułeczki . Jednak nic się nie zmieniło . ludzie zapomnieli , ale nie ja . Nie chodzi o to ,że swoja odmowa zraniła moje męskie ego , chociaż tez trochę o to chodzi , przede wszystkim o to ,że była pierwszą dziewczyną , z która chciałem umówić się nie po to by „Zaliczyć „ i pochwalić się przed kumplami kolejna zdobyczą ,ale dlatego ,że naprawdę chciałem się z nią umówić .Ciągnęło mnie do niej od początku a kiedy spróbowałem ona mnie olała .
Nie powiem , zabolało  i dlatego musiałem się zemścić . To był jedyny sposób , by wyrzucić ją z głowy wpisana w szufladkę „ Pragnienie „ a wepchnąć ja do tej z nazwa „Wrogowie „


Lilly
Weszłam do mieszkania i jęknęłam z zachwytu . Nie chce być nie skromna ,ale jak na mieszkanie kupnie i umeblowanie na odległość , było cudowne . A może wydawało mi się tak , tylko dlatego ,że było to pierwsze , tylko moje mieszkanie ? Nie ważne i tak mi się podobało . Ściany były pomalowane na brązowy odcień i bordowy . Niektóre ściany były zrobione z czerwonej cegły . Wszystko było idealnie ustawione , dokładnie tak jak chciałam . Całe mieszkanie składało się z pięciu pokoi : łazienki , kuchni , salony , sypialni i ostatniego , którego ja poświęciłam jako swoja pracownie . Był tez balkon , nie za duży ale zawsze to było coś .
Cama wbiegła do środka i od razu usadowiła się na brązowej kanapie w salonie .
- Jestem głodna – mruknęłam  i zatrzasnęłam za sobą drzwi . Weszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę . Niestety nie było w niej nic .
Cholera , zapomniałam zamówić jedzenie . Opieram się o blat za sobą i wzdycham ciężko . Zamówiłam wszystko , ale zapomniałam o jedzeniu ! Przez te kilkanaście godzin jazdy autobusami , jadłam jedynie krakersy i piłam wodę z butelki . A teraz umierałam z głodu . Podeszłam do torebki , którą wcześniej położyłam na kanapie i wyjęłam z niej dwa banknoty .
-Idziesz ze mną czy wolisz się wylegiwać na mojej kanapie ? – pytam Camę , która ułożyła się wygodnie na miękkich poduszkach . Miała przymknięte oczy ,ale gdy usłyszała mój głos uniosła powieki i nadstawiła uszu .
- Ja wychodzę , jak chcesz to zostań – oświadczyła i ruszyłam do drzwi a ona wstaje szybko i idzie za mną .
Nie ma to jak mieć wiernego psa . Wtedy nigdy nie czujesz się samotny , bo twój podopieczny wszędzie z tobą idzie .Wyszłyśmy na korytarz i zeszłyśmy schodami na zewnątrz . W bloku mieszkało dużo ludzi ,ale na razie nie spotkałam jeszcze nikogo . Ogólnie okolica była dość nieprzyjazna , ale nie stać mnie było na coś lepszego , dlatego wybrałam to miejsce . Było najtańsze i znajdowało się kilka przecznic od uczelni . A to był Duzy plus , bo nie musiałam marnować pieniędzy na transport autobusem czy taksówką , bo spokojnie mogłam te odległość pokonać pieszo . Doszłyśmy do małego sklepu spożywczego . W środku było pusto a za lada stała młoda dziewczyna z czarnymi włosami przystrzyżonymi na boba . Miała na sobie zielono zgniły fartuszek z logo sklepu a do ust przylepiony krzywy uśmiech . Gdy podniosła na mnie znudzony wzrok , zobaczyłam ,że w dolnej wardze ma kolczyk z krzyżem .
- Cześć- witam się i podchodzę do lady .  
Mruczy pod nosem powitanie i wstaje niechętnie krzesła .
-W czym mogę pomóc ? – pyta . Nie patrzy na mnie ,ale zajmuje się swoimi paznokciami , pomalowanymi na czarny kolor .
- Hym – mruczę – jestem cholernie głodna i nie wiem co macie dobrego więc może zdam się na ciebie ? – unosi brew i podnosi wzrok . Ma ciemno brązowe oczy podkreślone czarna kredka i tuszem do rzęs .
- Czy ja wyglądam na jakąś pieprzoną smakoszkę ? Chyba widzisz co jest na półkach . Jeśli cos ci nie pasuje to wypad  do innego sklepu . – warczy a ja kule się w sobie .
W moim rodzinnym miasteczku , nikt by się tak do mnie nie odezwał . Nikomu nie przyszłoby do głowy żeby powiedzieć mi cos nie miłego . Wszyscy znali ojca , burmistrza miasta i wiedział ,że jestem jego kochaną córeczką – pozory mylą. A ona – Katniss – bo takie widniało imię na plakietce przyczepionej do fartuszka , nie znała mnie i nie wie kim jestem , nie ma pewnie nawet pojęcia kim jest mój ojciec . A to działa na mnie odprężająco .
To po to uciekłam , żeby nikt mnie nie znał , nikt nie oceniał i żeby on nie mógł robić  tego co robił .
Wzruszam ramionami .
- Słuchaj Katniss – zaczynam opierając się rekami o blat , za którym stoi . – Przejechałam tysiące kilometrów żeby dotrzeć do tej dziury , i jestem piekielnie  głodna , więc rusz ten swój szanowny tyłek i podaj mi coś co nadaje się do jedzenia – posyła mi zdumione spojrzenie .
Pewnie nie spodziewała się ,że ktoś taki jak ja – mała , drobna  dziewczynka z psem u boku - może się jej postawić . A tu proszę jaka miła niespodzianka .
Po kilku długich jak sądzie sekundach , jej usta układają się w uśmiech a jej twarz nabiera całkiem innego wyglądu . Robi się znaczne ładniejsza gdy się uśmiecha .
- No proszę , nie spodziewałam się takiej gadki – puszcza do mnie oko . – To co cię sprowadza to tej dziury ? –pyta . Odwraca się do półek za sobą i wyciąga  jakieś plastikowe opakowania .
- Studia – odpowiadam .
Kładzie na ladzie paczkę ciasteczek zbożowych i pudełko z żurawiną . Uśmiecham się . Obie rzeczy wyglądają smakowicie . A po za tym uwielbiam suszoną żurawinę .
-Uwielbiam cię – mówię. Kładę przed nią pieniądze . A zamiast włożyć je do kasy , wkłada je do kieszeni spodni . Unoszę brew .
-Nie krzyw się – komentuje – ten sklep i tak długo nie przetrwa . Nie ma kamer , więc nikt się nie dowie , a kilka złotych więcej przyda mi się po tak marnej pensji jaka dostaje – tłumaczy .
Kiwam głową . Nie udaje ,że rozumiem , bo doskonale rozumiem . Sam potrzebuje kasy i kiedy ja gibam robię wszystko by otrzymać jak najwięcej mogę .
- Ty już wiesz ja mam na imię . Teraz twoja kolej – oznajmia .
- Nie wiem czy zasłużyłaś – śmieje się .
Ona też zaczyna się śmiać .
-Wiem , na początku straszna ze mnie Suka , ale da się przyzwyczaić .
-Zobaczymy czy dam radę . Jestem Lilly – wyciągam dłoń i uściskam jej rękę .
- Bardzo mi miło – parska .
- Taak mnie też . Oczywiście pomijając tę Sukę na początku  .
- Już cię lubię – mówi i mruga .
- A ja ciebie próbuje znieść – żartuje .
- To twój pies ? –pyta a potem zdając sobie sprawę jakie banalne pytanie zdała parska śmiechem . Mimo to potakuje .
- Tak to Cama – Pies słysząc swoje imię podskakuje na dwóch łapach i  podnosi głowę udając szczekanie .
- Nie szczeka ? – dziwi się .
 Wzruszam ramionami i głaszcze Camę po jasnobrązowej sierści  .
- Nie miała od urodzenia – tłumaczę a Cama jakby rozumiejąc nasza rozmowę zaczyna klapać szczęka.
- Tak , tak wiemy kochanie ,że umiesz móc – poklepuje ja po głowę .
- Jest słodka . – przyznaje Katniss . – I mądra – dodaje po chwili .
- Tak – mruczę wpatrzona w brązowe oczy labradora  - Gdyby nie ona , mogłoby być ze mną kiepsko .


Mam nadzieję ,że się wam podoba :) To moje pierwsze opowiadanie , które ktoś czyta , proszę więc o szczere , ale wyrozumiałe komentarze :) 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz