Rozdział drugi
Michael
Patrzyłem
jak odchodzi , ciągnąc
za sobą brązowego
labradora . Jej zawsze długie włosy
, były teraz ścięte
do ramion a postrzępione końcówki
wyglądały
tak jakby obcięła je sama . Przez to ,że
miała inną
fryzurę i nie nosiła
wysokich butów , prawie jej nie poznałem , na ulicy – gdy o mało
jej nie przejechałem . Sama myśl
o tym sprawiała ,że
robiło mi się
niedobrze .
Ale
gdy obejrzała się
na mnie i spojrzała na mnie tymi swoimi
niebieskimi oczami a na piegowatej twarzy pojawił się
znany mi grymas złości
, od razu ją rozpoznałem
. Mimo tego wyglądała
inaczej niż zwykle . Jej oczy zawsze były
przepełnione radością
i to właśnie
mnie do niej przyciągało
. Nigdy nie traciła nadziei i wierzyła
w to co nikt nie wierzył , czyli szanse na lepsze . Jako
jedyna walczyła o wszystko do końca
i za to ja podziwiałem , ale dzisiaj nie widziałem
już tego błysku
w jej oczach . Nie widziałem w niej tej walki .
Wydawała
się być
pusta . A to jak przerwała naszą
słowna przepychankę
zwykłym „do widzenia Michael „ świadczyło
,że cos było
nie tak . Nie widziałem jej dwa lata , może
przez ten czas wiele się zmieniło
, ale nie wiedziałem co takiego mogło
się stać
.
Jedno
się jednak nie zmieniło
. Z jakiegoś powodu , nadal mnie
nienawidziła . Zresztą
ja też .
Kiedy
zniknęła mi z oczu , wróciłem
do samochodu , który wcześniej szybko zaparkowałem
na chodniku. Włączyłem
się do ruchu ulicznego , ostrożnie
się rozglądają
czy jakąś idiotka nie zechce wpakować
mi się pod maskę
.
Przez
resztę drogi zastanawiałem
się co Lilly tu robi . Mieszkała
na drugim końcu kontynentu , więc
co spowodowało ,ze przyjechała
tu ? Wątpię
,że powodem było
zwiedzanie , bo tu nie było nic specjalnego . Zakupy
raczej tez nie , bo spokojnie mogła pojechać
do większego miasta , bliżej
domu .Pozostawały studia . W tym roku skończyła
osiemnaście lat i spokojnie mogła
zacząć studiować
. Uczelnią w tym mięście
była Akademia Sztuk Pięknych
, która mogła ją
tu przywieść . Lilly była
świetną
malarką i z łatwością
mogła dostać
się na ten kierunek . Jeśli
się dostała
to czy będę
widywać ją
na zajęciach ?Spotkamy się
jeszcze ?
Parsknąłem
na tak absurdalne myśli . Po co o niej myślisz
? Nigdy nie dała ci szansy , więc
teraz tez nie da . Zresztą nie chciałem dostawać od niej szansy . raz ja prosiłem
i odmówiła . To od tego się
zaczęło . Gdy ośmieszyła
mnie przy naszych znajomych , odmawiając pójścia
ze mną na bal . To było
niewiarygodne . Dostać kosza od młodszej
od siebie dziewczyny . Nie ma co , to zawsze podbuduje ego młodego
chłopaka. Przez kilka dni ,
wszyscy o tym gadali . Lilly dała kosza Collinsowi . To był
skandal i myślałem
,że przez ta smarkulę
strącę
autorytet wśród chłopaków
a dziewczyny przestana się na mnie rzucać
jak na świeże
bułeczki . Jednak nic się
nie zmieniło . ludzie zapomnieli , ale
nie ja . Nie chodzi o to ,że swoja odmowa zraniła
moje męskie ego , chociaż
tez trochę o to chodzi , przede
wszystkim o to ,że była
pierwszą dziewczyną
, z która chciałem umówić
się nie po to by „Zaliczyć
„ i pochwalić się
przed kumplami kolejna zdobyczą ,ale dlatego ,że
naprawdę chciałem
się z nią
umówić .Ciągnęło
mnie do niej od początku a kiedy spróbowałem
ona mnie olała .
Nie
powiem , zabolało i dlatego musiałem
się zemścić
. To był jedyny sposób , by wyrzucić
ją z głowy
wpisana w szufladkę „ Pragnienie „ a wepchnąć
ja do tej z nazwa „Wrogowie „
Lilly
Weszłam do mieszkania i jęknęłam
z zachwytu . Nie chce być
nie skromna ,ale jak na mieszkanie kupnie i umeblowanie na odległość
, było
cudowne . A może
wydawało
mi się
tak , tylko dlatego ,że
było
to pierwsze , tylko moje mieszkanie ? Nie ważne
i tak mi się
podobało
. Ściany
były
pomalowane na brązowy
odcień
i bordowy . Niektóre ściany
były
zrobione z czerwonej cegły
. Wszystko było
idealnie ustawione , dokładnie tak jak chciałam . Całe mieszkanie składało się z pięciu
pokoi : łazienki , kuchni , salony , sypialni i ostatniego , którego ja
poświęciłam jako swoja pracownie . Był tez balkon , nie za duży ale zawsze to
było coś .
Cama
wbiegła do środka i od razu usadowiła się na brązowej kanapie w salonie .
-
Jestem głodna – mruknęłam i zatrzasnęłam
za sobą drzwi . Weszłam do kuchni i otworzyłam lodówkę . Niestety nie było w
niej nic .
Cholera
, zapomniałam zamówić jedzenie . Opieram się o blat za sobą i wzdycham ciężko .
Zamówiłam wszystko , ale zapomniałam o jedzeniu ! Przez te kilkanaście godzin
jazdy autobusami , jadłam jedynie krakersy i piłam wodę z butelki . A teraz
umierałam z głodu . Podeszłam do torebki , którą wcześniej położyłam na kanapie
i wyjęłam z niej dwa banknoty .
-Idziesz
ze mną czy wolisz się wylegiwać na mojej kanapie ? – pytam Camę , która ułożyła
się wygodnie na miękkich poduszkach . Miała przymknięte oczy ,ale gdy usłyszała
mój głos uniosła powieki i nadstawiła uszu .
-
Ja wychodzę , jak chcesz to zostań – oświadczyła i ruszyłam do drzwi a ona
wstaje szybko i idzie za mną .
Nie
ma to jak mieć wiernego psa . Wtedy nigdy nie czujesz się samotny , bo twój
podopieczny wszędzie z tobą idzie .Wyszłyśmy na korytarz i zeszłyśmy schodami
na zewnątrz . W bloku mieszkało dużo ludzi ,ale na razie nie spotkałam jeszcze
nikogo . Ogólnie okolica była dość nieprzyjazna , ale nie stać mnie było na coś lepszego , dlatego wybrałam to miejsce . Było najtańsze i znajdowało się kilka
przecznic od uczelni . A to był Duzy plus , bo nie musiałam marnować pieniędzy
na transport autobusem czy taksówką , bo spokojnie mogłam te odległość pokonać
pieszo . Doszłyśmy do małego sklepu spożywczego . W środku było pusto a za lada
stała młoda dziewczyna z czarnymi włosami przystrzyżonymi na boba . Miała na
sobie zielono zgniły fartuszek z logo sklepu a do ust przylepiony krzywy
uśmiech . Gdy podniosła na mnie znudzony wzrok , zobaczyłam ,że w dolnej wardze
ma kolczyk z krzyżem .
-
Cześć- witam się i podchodzę do lady .
Mruczy
pod nosem powitanie i wstaje niechętnie krzesła .
-W
czym mogę pomóc ? – pyta . Nie patrzy na mnie ,ale zajmuje się swoimi
paznokciami , pomalowanymi na czarny kolor .
-
Hym – mruczę – jestem cholernie głodna i nie wiem co macie dobrego więc może
zdam się na ciebie ? – unosi brew i podnosi wzrok . Ma ciemno brązowe oczy
podkreślone czarna kredka i tuszem do rzęs .
-
Czy ja wyglądam na jakąś pieprzoną smakoszkę ? Chyba widzisz co jest na półkach
. Jeśli cos ci nie pasuje to wypad do
innego sklepu . – warczy a ja kule się w sobie .
W
moim rodzinnym miasteczku , nikt by się tak do mnie nie odezwał . Nikomu nie
przyszłoby do głowy żeby powiedzieć mi cos nie miłego . Wszyscy znali ojca ,
burmistrza miasta i wiedział ,że jestem jego kochaną córeczką – pozory mylą. A
ona – Katniss – bo takie widniało imię na plakietce przyczepionej do fartuszka
, nie znała mnie i nie wie kim jestem , nie ma pewnie nawet pojęcia kim jest
mój ojciec . A to działa na mnie odprężająco .
To
po to uciekłam , żeby nikt mnie nie znał , nikt nie oceniał i żeby on nie mógł
robić tego co robił .
Wzruszam
ramionami .
-
Słuchaj Katniss – zaczynam opierając się rekami o blat , za którym stoi . –
Przejechałam tysiące kilometrów żeby dotrzeć do tej dziury , i jestem
piekielnie głodna , więc rusz ten swój
szanowny tyłek i podaj mi coś co nadaje się do jedzenia – posyła mi zdumione
spojrzenie .
Pewnie
nie spodziewała się ,że ktoś taki jak ja – mała , drobna dziewczynka z psem u boku - może się jej
postawić . A tu proszę jaka miła niespodzianka .
Po
kilku długich jak sądzie sekundach , jej usta układają się w uśmiech a jej
twarz nabiera całkiem innego wyglądu . Robi się znaczne ładniejsza gdy się
uśmiecha .
-
No proszę , nie spodziewałam się takiej gadki – puszcza do mnie oko . – To co
cię sprowadza to tej dziury ? –pyta . Odwraca się do półek za sobą i
wyciąga jakieś plastikowe opakowania .
-
Studia – odpowiadam .
Kładzie
na ladzie paczkę ciasteczek zbożowych i pudełko z żurawiną . Uśmiecham się .
Obie rzeczy wyglądają smakowicie . A po za tym uwielbiam suszoną żurawinę .
-Uwielbiam
cię – mówię. Kładę przed nią pieniądze . A zamiast włożyć je do kasy , wkłada
je do kieszeni spodni . Unoszę brew .
-Nie
krzyw się – komentuje – ten sklep i tak długo nie przetrwa . Nie ma kamer ,
więc nikt się nie dowie , a kilka złotych więcej przyda mi się po tak marnej
pensji jaka dostaje – tłumaczy .
Kiwam
głową . Nie udaje ,że rozumiem , bo doskonale rozumiem . Sam potrzebuje kasy i
kiedy ja gibam robię wszystko by otrzymać jak najwięcej mogę .
-
Ty już wiesz ja mam na imię . Teraz twoja kolej – oznajmia .
-
Nie wiem czy zasłużyłaś – śmieje się .
Ona
też zaczyna się śmiać .
-Wiem
, na początku straszna ze mnie Suka , ale da się przyzwyczaić .
-Zobaczymy czy dam radę . Jestem Lilly – wyciągam dłoń i uściskam jej rękę .
-Zobaczymy czy dam radę . Jestem Lilly – wyciągam dłoń i uściskam jej rękę .
-
Bardzo mi miło – parska .
-
Taak mnie też . Oczywiście pomijając tę Sukę na początku .
-
Już cię lubię – mówi i mruga .
-
A ja ciebie próbuje znieść – żartuje .
-
To twój pies ? –pyta a potem zdając sobie sprawę jakie banalne pytanie zdała
parska śmiechem . Mimo to potakuje .
-
Tak to Cama – Pies słysząc swoje imię podskakuje na dwóch łapach i podnosi głowę udając szczekanie .
-
Nie szczeka ? – dziwi się .
Wzruszam ramionami i głaszcze Camę po
jasnobrązowej sierści .
-
Nie miała od urodzenia – tłumaczę a Cama jakby rozumiejąc nasza rozmowę zaczyna
klapać szczęka.
-
Tak , tak wiemy kochanie ,że umiesz móc – poklepuje ja po głowę .
-
Jest słodka . – przyznaje Katniss . – I mądra – dodaje po chwili .
-
Tak – mruczę wpatrzona w brązowe oczy labradora
- Gdyby nie ona , mogłoby być ze mną kiepsko .
Mam nadzieję ,że się wam podoba :) To moje pierwsze opowiadanie , które ktoś czyta , proszę więc o szczere , ale wyrozumiałe komentarze :)
Mam nadzieję ,że się wam podoba :) To moje pierwsze opowiadanie , które ktoś czyta , proszę więc o szczere , ale wyrozumiałe komentarze :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz