wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział pierwszy

Teraz .
Lilly
Wszystko planowa
łam już od kilku miesięcy . Zaczęło się od szukania uczelni , do których chciałabym się dostać . Padło na tą , znajdująca się najdalej od  Jego domu . Gdy dostałam papiery z pozytywna odpowiedzią na moje zgłoszenie , zaczęłam planować ucieczkę do najmniejszego szczegółu . Wiedziałam jakim autobusem pojadę i kiedy będę się przesiadać do kolejnego , wiedziałam w jakim hotelu się zakwateruje pierwszej nocy , oraz gdzie będę jadła . Miałam już wynajęte mieszkanie i było umeblowane . Zamówiłam na tamten adres ubrania i inne najpotrzebniejsze rzeczy ,żeby nie musieć brać nic ze sobą . Za wszystko płaciłam pieniędzmi , które zarobiłam na sprzedawaniu moich obrazów w Internecie . A żeby nie martwic się ewentualnym brakiem pieniędzy zatrudniłam się w barze tuz przy bloku , w którym miałam mieszkać .
I wreszcie nadszed
ł Ten Dzień – dzień ucieczki . Dzień , który otworzy dla mnie drzwi do wolności i pozwoli na rozpoczęcie nowego życia , bez taty i jego … jego chorych zachowań . Jedynym problemem była Cama , brązowy labrador , którego miałam odkąd skończyłam dziesięć lat . Przyszła do nas jako mały szczeniaczek i traktowałam ją jak członka rodziny . Tylko ona wiedziała co działo się przed ucieczką mamy i co zmieniło się po jej ucieczce .
Na gorsze .Nie mogłam jej zostawić z Nim , bo nie miałam pojęcia co mógłby jej zrobić , ale ucieczka z dużym psem nie jest prosta . Postanowiłam jednak ,że ją ze sobą wezmę , bo nie chcę być jak matka , która myśląc jedynie o sobie i swoim bezpieczeństwie , uciekła pewnego dnia i zostawiła mnie samą , z Nim . Zrozumiałam jej ucieczkę , bo sama robię to samo , ale nigdy nie zrozumiem tego ,że uciekła beze mnie . Za to ja nienawidzę . Z całego serca . Czasami mam nawet wrażenie ,że bardziej niż jego , ale to nie prawda . Oboje są siebie warci .
Gdy o drugiej w noc
y byłam już pewna ,że ojciec śpi w sypialni , wstałam z łóżka już ubrana w czarne dżinsy i granatową koszulę , położyłam się w ubraniu żeby zaoszczędzić sobie niepotrzebnego hałasu przy ubieraniu . Wyjęłam z pod łóżka czarną torbę listonoszkę , w której spakowałam wszystkie dokumenty , pieniądze ubrania aby mieć w co się przebierać podczas podróży i najważniejsza rzecz , szkicownik i pudełko pasteli . Nie wychodziłam drzwiami , tylko otworzyłam okno i wyskoczyłam . Całe szczęście ,że miałam pokój na parterze , bo to ułatwiło mi cichą ucieczkę . Schylona podeszłam do budy dla Camy i pogłaskałam ją gdy mnie zobaczyła . Nie szczekała , nie miała głosu ,co tez mnie teraz cieszyło . Odwiązałam ją od budy i przywiązałam do smyczy a potem nadal schylona wyszłam na ulicę . Przebiegłam trzy przecznice i dopiero kiedy zobaczyłam przystanek ,ze którego miałam ruszyć autobusem przystanęłam i usiadłam . Cama usiadła przy mojej j nodze i spojrzała na mnie swoimi brązowymi oczami .
- Uciekniemy kochanie – mówi
ę klepiąc ją po głowie . Otwiera paszczę jakby chciała szczeknąć ,ale żaden dźwięk nie wychodzi z jej pyska .
- Obiecuje ci ,
że uciekniemy – nie wiem czy mówię to do niej czy do siebie żeby się pocieszyć . Uda nam się – powtarzam – musi się udać – zaczynam drzeć , bo nie mam na sobie nic oprócz cienkiej koszuli . Mogłabym założyć kurtkę ,ale wtedy zorientowałby się ,że gdzieś wyszłam i zacząłby mnie szukać , a tak mam kilka godzin zanim zorientuje się ,że zniknęłam . Zatarłam wszystkie ślady , które mógłby go naprowadzić na mój trop , nie zostawiłam nic , co mogłoby mu podpowiedzieć gdzie się wybieram .
Nie dowie si
ę . Nie dowiedział się gdzie ukryła się mama , więc nie dowie się tez gdzie ja się ukryje .
Zadbam o to .
Autobus podjeżdża a ja wsiadam do niego wprowadzając za sobą psa . Kierowca patrzy na mnie dziwnie ,ale nic nie mówi . Mam nadzieje ,że mnie nie zapamięta i ,że nie zapamięta dokąd jadę . Siadam jak najdalej od kierowcy na tylnych siedzeniach . Oprócz mnie w środku jest tylko jakiś chłopak patrzący na mnie spode łba i starsza kobieta z koszykiem na kolanach . Osuwam się na siedzenie i sadzam Camę na siedzeniu obok . Kładzie się z głowa na moich kolanach i zasypia . Wyglądam przez okno i patrzę jak rysy miasta , w którym mieszkałam od zawsze przesuwają się jak rozmazany obraz i zaczynają się oddalać coraz bardziej . Gorące łzy zaczynają napływać do oczu ,ale zaciskam zęby b je powstrzymać . Płacz to słabość czyni nas wrażliwymi na ból .A ja nie mogę być słaba . W dzisiejszym świecie trzeba być silnym żeby przetrwać . Zaciskam palce na sierści labradora czując jak miękkie futro ogrzewa zmarznięte dłonie .
Gdy jeste
śmy razem nic się nie stanie , nie jestem sama i dam radę , dam radę uciec . Zaczynam żałować mamy , bo kiedy uciekała była całkiem sama i musiała się uporać ze strachem takim jaki czułam teraz , zupełnie sama , a ja miałam Camę , która mnie wspierała , samym swoim jestestwem .
***
Piętnaście godzin później gdy wyszłam na ostatni przystanek , prowadzący mnie do nowego życia , byłam zmęczona i głodna . Chciałam jak najszybciej dotrzeć do mojego mieszkania i położyć się spać ,ale musiałam jeszcze zrobić ostatnia i najważniejsza rzecz . Byłam na stacji benzynowej . Weszłam do toalety i zamknęłam się na klucz . Stanęłam przed lustrem i spojrzałam na swoje odbicie . Miałam podkrążone oczy i blada twarz . Brązowe piegi rozsypane gęsto na całej twarzy były widoczne bardziej niż zawsze . Cama traciła mnie łapa w nogę jakby przypominając mi co mam zrobić . Spojrzałam na nią i uśmiechnęłam się smutno .
- Có
ż , nie mamy innego wyjścia , prawda ? – powiedziałam . Wyciągnęłam z torby nożyczki do przysunęłam je do włosów sięgających do pasa . Przełknęłam ślinę i zaczęłam przycinać pierwsze kosmyki , przy trzecim cięciu musiałam przerwać . Zgięłam się w pół i zakryłam usta by zagłuszyć głośny szloch .
To przez niego ! Przez niego musia
ła robić to wszystko ! Gdyby nie On mogłabym żyć jak normalna nastolatka ciesząc się z życia i nie musiałabym uciekać . Po chwili prostuje się i zaczynam od nowa przycinać włosy .
- To nic
– mówię do swojego odbicia – to tylko włosy , odrosną – tłumaczę sobie ,ale wiem ,że nie chodzi tu o włosy . Chodzi tu o to ,że musiałam uciec , że muszę zacząć Zycie od początku ,ale chociaż zacznę żyć w innym mieście , to przeszłość na zawsze zostawi piętno na mojej duszy , na zawsze zapamiętam to co mi robił .
Gdy włosy sięgały mi ramion , zaczęłam zbierać ścięte kosmyki do foliowej torebki . Nie chciałam wyrzucać ich tutaj i zostawiać po sobie nie potrzebne ślady . Wiem ,że to mało prawdopodobne żeby On tutaj dotarł ,ale chciał myć pewna ,że nie pozostawiam po sobie żadnego śladu .
Spale je w domu . Wysz
łam z łazienki i poszłam dalej ciągnąc za sobą Camę . Byłam przecznice od sowiego bloku , kiedy nagle koło nas przebiegł biały kot a Cama zerwała się ze smyczy i pobiegła za nim , nie zwracając uwagi na jadące samochody .
- Cama – krzykn
ęłam .
Wbieg
ła na ulicę a ja pobiegłam za nią .
- Cama – obejrza
ła się na mnie i w tym momencie zobaczyłam samochód jadący prosto na nią . Rzuciłam się na ulice i stanęłam pomiędzy nią a samochodem . Zatrzymał się z piskiem opon tuż przy mnie . Czułam jego zderzak na swoich plecach , którymi osłaniam przerażone zwierze . Usłyszałam jak drzwi samochodu się otwierają i cala się spięłam . To tera mi się dostanie – pomyślałam .
- Co ty sobie do cholery wyobrażasz kobieto – krzyknął a ja przeklęłam w duchu .
Zna
łam ten głos .
Tylko jeden znany mi mężczyzna miał taki głos gdy był ostro wkurzony . Zaczęłam się modlić żebym się jednak pomyliła ,ale gdy spojrzałam w jego stronę przekonałam się ,że słuch mi się jednak nie mylił . To on stał tam . Przy drzwiach czarnego sportowego samochodu i patrzył na mnie w takim samym zaskoczeniu jak ja na niego .
- To ty Avinil ? – zapyta
ł a na jego ustach pojawił się tak dobrze mi znany grymas niezadowolenia .
- Collins – warcz
ę mając ochotę zastrzelić się na miejscu .
Ludzie zatrzymują się i patrzą na nas jak na wariatów . W sumie to pewnie na mnie patrzą jak na wariatkę , bo tak właśnie wyglądam . Blada z morderczym wyrazem twarzy , broniąca swojego psa przed potraceniem przez samochód , narażając swoje życie .
- Co ty tu do cholery robisz ?!- wrzeszczę ,bo nie mogę się powstrzymać . Michael po skończeniu szkoły wyjechał na studia i więcej o nim nie słyszałam . Nie mogłam jednak uwierzyć ,że z miejsc na całym świecie musiał być akurat w tym , w którym chciałam zacząć wszystko od nowa . Miałam nadzieje ,że jest tu tylko przejazdem .
- Co ja tu robie ?! Lepiej zobaczy co ty robisz !- odkrzykuje a ja czuje jak serce zaciska mi się w głupi sposób . Chociaż wyjechał już dawno ja nadal nie pozbyłam się idiotycznych uczuć do niego i właśnie teraz się we mnie obudziły . Rozejrzałam się i jeśli to możliwe , zbadałam jeszcze bardziej niż byłam . Stałam na środku ruchliwej ulicy z maska samochodu przyciśnięto do brzucha . Od potrącenia dzieliły mnie jakieś milimetry . Zobaczyła przerażająco wizje siebie odbijającej się od maski samochodu i spadania na jezdnię już nie przytomną z połamanymi koniczynami . Świetny początek nowego życia , nie ma co .
Przełknęłam ślinę by pozbyć się olbrzymiej guli w gardle . Złapałam obrożę Camy i pociągnęłam ją na chodnik. Uklęknęłam  przy niej i położyłam głowę na jej pyszczku . Odetchnęłam kilka razy by się uspokoić ,ale to nic nie dało . Serce waliło mi jak szalone . Prawie zapomniałam o Michaelu kiedy dotknął mojego ramienia .
Wzdrygnęłam się . Nie lubię jak ktoś mnie dotyka . Przypomina mi to Jego dotyk .
-Wszystko w porządku ?- zapytał . Zdziwiłam się jedno delikatnym głosem , nigdy się do mnie nie odzywał w ten sposób .
Może przez te dwa lata się zmienił , chociaż szczerze w to wątpię . Podli ludzie się nie zmieniają . A jego uważałam za podłego .
Parsknęłam na tak idiotyczne pytanie . Nic nie jest w porządku .
- Jasne , właśnie prawie zostałam potracona przez debila . To najlepszy dzień w moim życiu . – mówię zjadliwie .
- A czy to ja ci kazałem wpakowywać się pod moje koła ?! – krzyczy a jak kule się w sobie . Jego krzyk za bardzo przypomina krzyk tamtego . Uspokój się , nie jesteś w domu .Jesteś z dala od niego , tu nikt nic ci nie zrobi – upominam siebie . Wstaje i patrzę groźnie na Michaela . Nie zmienił się w ogóle , ale urósł na jeszcze większego . Albo tak mi się tylko wydawało , bo tym razem nie miałam na sobie butów na obcasie , tylko czarne balerinki . Była od niego niższa o dwie głowy , wiec patrzył na mnie z góry , co mi się nie podobało . Ale nadal miał tak samo zielone oczy przypominające trawę o świcie , te same czarne włosy niezdarnie spadające na czoło . Miał to wszystko w czym się zakochałam .
Wyrzuciłam tę myśl z głowy i spojrzałam na niego tak jak na wroga . Czyli dokładnie jak na kogoś kim dla mnie jest .
-Jesteś fatalnym kierowcą i mogłeś mnie przez to zabić – syczę .
- To ty zrobiłaś błąd i nawet nie umiesz się do tego przyznać . Gdybyś zginęła wina poszłaby na ciebie – mówi o mojej śmierci jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie , jakby w ogóle nie maiła dla niego znaczenia .
I pewnie tak właśnie jest . Gdyby rzeczywiście cos mi się stało , nie przejąłby się tym . Bardziej wkurzyłby się tym ,że swoją śmiercią narobiłam mu problemów . Nie mam siły się z nim  kłócić , ten dzień był i tak wystarczająco ciężki a sprzeczki z nim zawsze mnie bardzo męczyły . Dlatego odwracam się , łapie za smycz psa i idę przed siebie .
Musze dojść do swojego nowego domu a wszystko będzie w porządku . Wtedy wszystko będę dobrze – powtarzam sobie w myślach .
- A ty dokąd ? – biegnie za mną a po chwili staje przede mną , zagradzając drogę . Podnoszę na niego zmęczone oczy .
- Posłuchaj idioto , mam dziś naprawdę parszywy dzień i jestem zajęta ,więc jeśli masz choć odrobinę ludzkich uczuć , to przepuść mnie i daj spokój- mówię twardym głosem .
Podnosi brew do góry i wykrzywia usta w kpiącym uśmiechu .
- Nie pytałem jak się czujesz , tylko do kąt idziesz  - stwierdza .
Patrzę na niego i zastanawiam się co ja w nim takiego widzę . Chyba oczarował mnie tylko jego wygląd , bo na pewno nie charakter . Przecież musiałabym być wariatką gdybym zakochała się w kimś kto traktuje mnie jak śmiecia . Tak to z pewnością jego wygląd . A jeśli tak , to nie jest zakochanie , tylko zauroczenie , a z zauroczenia łatwo się można wyleczyć .
Macha mi ręką przed oczami .
- Halo debilko całkiem ci mózg wyparował ?- śmieje się
Kręcę głową ubolewając nad sobą . Co mną kierowała żeby zakochiwać się akurat w takim typie ? Nie mogłam wybrać kogoś bardziej uczuciowego ? Kogoś kto w ogóle ma uczucia ?
- Do widzenia Michael – mówię i wymijam go . Jest w takim szoku ,że zamiast mu się odgryźć tak jak to zawsze robiłam , po prostu odchodzę ,że nawet nie próbuje mnie zatrzymywać

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz